Otwarte granice

Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej, a następnie do Strefy Schengen spowodowało, iż wschodnie granice naszego kraju jednocześnie stały się granicami Wspólnoty. Przed Polską stanął problem w jaki sposób doprowadzić do skutecznego zabezpieczenia granic, tak aby nie były one wykorzystywane do przerzutu ludzi oraz materiałów niebezpiecznych.

Stare, poradzieckie sistemy, czyli zabezpieczenia w postaci rozciągniętego na około dwa metry wysokości płoty zachowały się w szczątkowych ilościach i nie spełniają jakiekolwiek skutecznej osłony granicy. Sama granica z Ukrainą liczy 535 km, z Białorusią 418 km a z Rosją 210 km. Biorąc pod uwagę tylko granicę polsko-ukraińską mamy na tej długości granicy 23 Placówki Straży Granicznej, czyli jedna na około 20 km. Właśnie tego 20 kilometrowego pasa w czasie rzeczywistym na „zielonej granicy” chronią średnio dwa patrole liczące po dwóch funkcjonariuszy plus wydzielone nieliczne patrole drogowe. 

W rzeczywistości mamy więc sytuację, gdzie poza przejściami granicznymi, w terenie całej „zielonej granicy” w czasie rzeczywistym nie chroni więcej niż dwustu funkcjonariuszy (nie licząc tych za monitorami systemów elektronicznych). Oczywiście w gotowości na placówkach i w oddziałach jest jeszcze kilkuset funkcjonariuszy. Są to zazwyczaj operatorzy sprzętu i szeroko pojęta administracja SG. Zresztą cała formacja liczy tylko ok. 15 tys. osób.

System ochrony granicy składa się z kilku obszarów:

  • Pierwszym jest system informacyjny związany ze współpracą z państwami graniczącymi z Polską, gdzie funkcjonują oficerowie łącznikowi SG przy ambasadach oraz wykorzystuje się dane wywiadowcze własnych służb. 
  • Drugi to informacje pochodzące od służb granicznych państwa sąsiedniego, trzeci to zarzadzanie granicą przez Straż Graniczną i Siły Zbrojne, które odpowiadają z przestrzeń powietrzną. 
  • Trzecim ostatnim obszarem są placówki Straży Granicznej oraz placówki położone wewnątrz kraju, głównie w portach lotniczych.

Jeżeli by brać tylko granicę polsko-ukraińską, gdzie służy ok. 3500 funkcjonariuszy na 535 km, to statystycznie na każdego z nich przypada ok. 6 km granicy do ochrony. Trzeba jeszcze przyjąć trzyzmianowy system pracy i znaczne zasoby administracyjne w placówkach oraz na przejściach granicznych. To już z kolei daje średnio dużo większe obszary odpowiedzialności do ochrony na jednego funkcjonariusza.

W jaki sposób jest więc chroniona granica wschodnia Polski, przy tak niskich stanach osobowych SG? Zasadniczo system ochrony granicy jest oparty o systemy rozpoznania przekroczeń. Są to systemy elektroniczne, wież obserwacyjnych, osobowe źródła informacji w miejscowościach przygranicznych czy też mobilne systemy obserwacji.

Tak więc polska granica wschodnia nie jest ukierunkowana na systemy uniemożliwienie jej przekroczenia, ale na systemy informowania o przekroczeniu.

W wypadku powzięcia informacji o jej przekroczeniu są uruchomiane grupy interwencyjne ze strażnic, wzmacniane ewentualnie plutonem specjalnym Wydziału Zabezpieczenia Działań Straży Granicznej. Ten system sprawdzał się przez lata w sytuacji dobrej współpracy z partnerami z Ukrainy czy też z Białorusi. Był on także drożny w wypadku przekroczeń liczonych tygodniowo do kilkudziesięciu osób. 

Problem jednak zaczyna się w sytuacji masowej imigracji liczonej tygodniowo w setkach osób i trwającej przez kilka miesięcy. Brak systemu uniemożliwiającego przekroczenia powoduje, iż zasoby poszczególnych Oddziałów SG staną się niewydolne, gdyż każdego schwytanego należy przesłuchać, zbadać pod katem medycznym i operacyjnym, wyżywić a w końcu zabezpiecz miejsce z odpowiednimi sanitariatami oraz do spania. Istniejące ośrodki dla uchodźców są obliczone na setki a nie na dziesiątki tysięcy osób, które mogą tam przebywać miesiącami. Inna sprawa w tym kto je będzie ochraniał?

Z uwagi na szczupłe kadry Straży Granicznej w sytuacjach kryzysowych można liczyć na co najwyżej kilkuset osobową grupę funkcjonariuszy przeniesionych z innych Oddziałów SG, a to nadal może być za mało. Wsparcie wojsk operacyjnych i Obrony Terytorialnej z uwagi na inne zadania oraz w rzeczywistości małe stany osobowe, to nadal rozwiązanie tymczasowe i doraźne. 

Co się stanie, gdy będziemy mieli presję migracyjną na „zieloną granicę” trwającą miesiącami?  Czy należy wykluczyć takie scenariusze? Oczywiście nie, gdyż są one wysoce prawdopodobne. Sama sytuacja na Ukrainie i jej relacje z Rosją mogą wywołać procesy migracyjne, wzmocnione o fale migracji z rejonu Bliskiego Wschodu i Afryki tzw. szlakiem wschodnim. Mamy już pierwsze, co prawda na małą skalę przykłady badania jej odporności przez grupy osób z Azji i Afryki.  Jeżeli do tego dodać czynnik związany z wykorzystaniem drożności „zielonej granicy” przez zorganizowane grupy przestępcze to sytuacja się drastycznie komplikuje, gdyż mogą one być uzbrojone w broń palną.

Czy można temu zaradzić i przygotować się na takie ewentualności. Oczywiście tak, poprzez przekształcanie systemu ochrony granic z funkcji informowania o przekroczeniach na system uniemożliwiający, czy też wysoce utrudniający jej przekroczenie. Czasu mamy mało, a politycznie brak odwagi wielu osób na takie decyzje. 

Czy tylko dotyczyłoby to obecnej sytuacji na Białorusi i Ukrainie? Oczywiście że nie. Znaczne zagrożenie jest związane z gwałtownie rosnącą populacją ludności w Afryce i Azji. Po zablokowaniu dotychczasowych szlaków migracyjnych na Bałkanach i Morzu Śródziemnym najbardziej perspektywiczny dla takich działań staje się właśnie „szlak wschodni”.

Czy jesteśmy na to przygotowani? Politycy mówią, że tak. Kierownictwo Straży Granicznej musi mówić tak samo jak politycy. Ale znawcy tematu i ludność mieszkająca nad granicą mówi, że nie. Obawiam się, że czas bardzo szybko płynie pod tym względem na naszą niekorzyść.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy