Ministerstwo Prawdy w budowie.

Przez świat zachodni przetacza się wielka dyskusja: co się dzieje z umysłami ludzi, nawet tych wykształconych? Dlaczego ulegają oni tak łatwo zbiorowej histerii i propagandzie medialnej, nawet wtedy, gdy przekazy rażąco rozmijają się z faktami? Dlaczego obywatele rezygnują z samodzielnego, racjonalnego myślenia, ale także z własnej wolności i podstawowych praw?

Media nami manipulują

Jednym z instrumentów niszczenia zdolności do korzystania ze zdrowego rozsądku jest wpływ mediów. Bez ich przekazu nie byłoby bowiem możliwe wystąpienie tego zjawiska i kształtowanie tłumów na taką skalę.

Sposoby manipulacji medialnej są rozliczne. Jednym z nich jest „news flaming” tj. fragmentacja, czyli codzienna selekcja wydarzeń, które dla emitenta są najważniejsze. Polega ona na pomijaniu faktów niewygodnych, które mogłyby wpłynąć na zmianę poglądu odbiorcy. Do tego sam sposób pokazywania i komentowania sugeruje określony pogląd rzeczywistości.

Towarzyszy temu często inny zabieg – „ingracjacja” – czyli wzbudzanie sympatii do jednych treści, a deprecjonowanie a priori innych. Uniemożliwia to właściwą ocenę wagi i prawdziwości zdarzeń. Bardzo istotna jest gra na emocjach – szczególnie na strachu. Wszystko to powoduje, że odbiorca zaczyna postępować zgodnie z oczekiwaniami nadawcy.

Ludzie z reguły nie zdają sobie sprawy z manipulacji, jakie są wobec nich stosowane przez media. Dostosowują się do „instynktu stadnego” – solidaryzując się z „większością” nawet wtedy, gdy przypisywany „większości” pogląd jest tylko medialną kreacją.

Nie może być inaczej, skoro inne opinie nie są w mediach w ogóle prezentowane, a poglądy dysydentów piętnowane i deprecjonowane. Odbiorcy mają skłonność do prostego dzielenia świata na „dobry” i „zły”. Tak samo dzieli się ludzi: na myślących tak jak my i… tych innych (czytaj złych, mylących się).

To, co stało się w okresie pandemii, to bezprecedensowe ujednolicenie przekazu mainstreamowych mediów we wszystkich krajach cywilizacji zachodu. Dowodzi do niepokojącego zjawiska koncentracji mediów, zarówno, jeśli chodzi o właścicielstwo (wielkie koncerny medialne), jak i idący za tym przekaz. Takie działanie stanowi ogromne zagrożenie zarówno dla pluralizmu mediów, jak i dla demokracji w ogóle.

Pluralizm mediów gwarantuje bowiem wolność słowa i dziennikarską niezależność. Występująca dzisiaj koncentracja medialna skutkuje niszczeniem debaty publicznej i ograniczeniem pluralizmu opinii.

Psychologia mas

Bez odwołania się do psychologii nie można zrozumieć, dlaczego bardzo inteligentni ludzie zaczęli wierzyć w narrację i liczby, które pod wieloma względami są całkowicie absurdalne. Czynnikiem decydującym wydaje się masowość zjawiska, bo niestety ma to istotny wpływ na funkcje poznawcze i inteligencję jednostek.

Zdaniem naukowców, aktualnie wystąpiły równocześnie cztery zjawiska, które zadecydowały o takim, a nie innym rozwoju sytuacji.  

  • zanik więzi społecznych wywołany izolacją,
  • poczucie braku sensu życia,
  • niezadowolenie społeczne i stały niepokój bez wyraźnej przyczyny,
  • lęk.

Pierwsze trzy czynniki objawiły się na Zachodzie jeszcze przed wybuchem pandemii, co miało niewątpliwy wpływ na jej przebieg. Pojawiła się epidemia wypalonych ludzi, uznających swą pracę za całkowicie pozbawioną sensu. Setki tysięcy, ba miliony osób nauczyły się funkcjonować tylko dzięki antydepresantom i różnym narkotycznym „poprawiaczom” nastroju. Dzisiaj do tego dołączył podsycany przez media lęk i błyskawicznie doprowadził do ataków paniki.

Stały, niedookreślony niepokój został wreszcie nazwany-zidentyfikowany, a media dostarczyły gotowej narracji. Wskazały nie tylko źródło lęku, ale przedstawiły rozwiązanie! Ludzie okazali się gotowi podążać za tymi, którzy przedstawili strategię likwidacji niepokoju, bez względu na koszty. To rozpoczęło proces formowania (kształtowania) mas w skali makro.

Teraz następuje etap drugi: rodzi się rodzaj więzi pomiędzy osobami, które przyjęły zaprezentowaną strategię i widzą w niej sens. Przestaje być ważne czy proponowane rozwiązania są poprawne, czy rażąco błędne. Ważne jest, że niosą ukojenie lęków. Obca narracja – pokazywanie ułomności realizowanej strategii – jest zbyt bolesna. Większość odrzuca ją – nie chce wracać do dawnego niepokoju, nawet za cenę zamykania oczu na fakty. Pole widzenia zostaje zawężone. Ludzie przestają zauważać, że tracą majątki, firmy giną, a kryzys gospodarczy narasta. Uzależniają się całkowicie od państwa i zapomóg. Stają się radykalnie nietolerancyjni wobec głosów przeciwnych, niezgodnych z narracją głównego nurtu. W takiej sytuacji rządzący i media mogą robić, co chcą: manipulować, kłamać, narzucać ograniczenia, a tłum wybacza bo ufa, że to wszystko robione jest dla jego dobra.

Do wywołania pożądanych reakcji rządy zaangażowały wielu specjalistów w tym lekarzy i psychologów. Za akcją stoją ogromne pieniądze, za które kupuje się ich. Dlatego wielu nawet inteligentnych ludzi nie identyfikuje zachodzących zjawisk, ignoruje je, godzi się na ewidentne oszukiwanie nie dając odporu.

Mamy zatem dwa kryzysy równocześnie: epidemiologiczny, a zarazem psychologiczny i społeczny. To może prowadzić do strasznego w skutkach totalitaryzmu. Miliony ludzi nie pracują; blokowane kwarantannami dzieci się nie uczą; usługi leżą, a choroba rozprzestrzenia się w najlepsze.

Nauka schodzi na psy

Niezależna nauka to już tylko mit. Naukowcy biorą pieniądze od państwa, a przede wszystkim od prywatnych firm i koncernów. To one są sponsorami, ale nie bezinteresownymi! Oczekują, by badania, także medyczne, dotyczące jak najskuteczniejszego wpływania na społeczeństwo przyniosły potrzebne im wyniki.

Bycie finansowanym zmniejsza zdolność do samodzielnego myślenia. Nauka jest w prawdziwym w kryzysie. Niechlujstwo metodologiczne, fikcyjne lub fałszowane badania, a czasem wręcz oszustwa, błahość podejmowanej tematyki, a pomijanie kwestii ważnych. Jest to gangrena świata akademickiego.

Co gorsza, luminarze nauki i aktualni przywódcy zachodnich państw są przekonani do swojej ideologii i dlatego mają tak ogromny wpływ psychiczny na masy. Ale i uważają, że  mają prawo poświęcać część obywateli, ich majątek, ich zdrowie, i życie w imię przyjętych przez siebie rozwiązań.

Cała dzisiejsza edukacja nakierowana jest nie na to, by młody człowiek myślał samodzielnie, ale, by myślał jak większość, według tego, co podano jej do wierzenia.

Tak jakby wszystkie zasady były wyryte w kamieniu. Wszelka innowacyjność rodzi się z burzenia schematów, z ciągłego poszukiwania. W edukacji tego nie ma. System testów, wyuczonych „kluczy” interpretacyjnych i „koncesjonowanych” formułek zabija samodzielne myślenie. Nie wyuczysz się dokładnie formułki – utracisz punkty na teście. Następnym razem już nie zaryzykujesz.

Wnioski

W tej sytuacji naszym zadaniem jest poszukiwanie wiedzy niezbędnej do zbudowania sobie rzeczywistego obrazu sytuacji i analiza zagrożeń wynikających z prowadzenia zgubnej w dłuższej perspektywie polityki. Trzeba zrobić w niej wyłom poprzez wprowadzenie w przestrzeń publiczną opinii innych specjalistów i dyskusji nad faktami. Takie działanie może spowodować, że rządzący uświadomią sobie zagrożenie utraty wyborców.

Statystycznie 30% obywateli jest skłonne podporządkować się całkowicie, 30 do 40% to konformiści, którzy z własnej wygody lub dla „świętego spokoju” godzą się na restrykcje, choć bez przekonania. Reszta to dysydenci, kontestujący zakazy i nakazy. Bój idzie więc o przekonanie tych „ludzi środka”- konformistów. Jeśli kryzys uderzy w nich, albo poniosą uszczerbek na zdrowiu, mogą przepłynąć do grupy ostatniej – tego powinna obawiać się każda władza. I nie będą tu miały znaczenia poglądy, ani przynależność polityczna. Połączą ich negatywne skutki kryzysu i restrykcji.

Czyż nie lepiej „rozbroić ten granat” wcześniej, wsłuchując się w różne opinie, dopuszczając szerszy dyskurs, ucząc się na błędach, zamiast do końca tkwić w przekonaniu, że jest się nieomylnym?

źródło fot. unsplash.com

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy