LexTVN w porównaniu z innymi państwami UE to igraszka

Ważą się losy obecności kanałów z grupy TVN w polskiej przestrzeni medialnej. Zmiany w ustawie o radiofonii i telewizji rozgrzały polską scenę polityczną do czerwoności. Jak się okazuje, modyfikacja obecnych zapisów nie jest aż tak radykalna jak w innych krajach Unii Europejskiej.

O zmianach w ustawie o radiofonii i telewizji szumnie nazwanych LexTVN pisałem więcej we wcześniejszym tekście. W skrócie zakładają one, że firmy spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego będące właścicielami mediów w Polsce będą zmuszone do sprzedaży swoich aktywów.

Wnioskodawcy zmian zarzekają się, że ich propozycje regulacji są zgodne z prawem Unii Europejskiej i nie są aż tak restrykcyjne jak w przypadku innych państw wspólnoty. Tego poglądu nie podziela były Rzecznik Praw Obywatelski, który na swoim Twitterze dopatrzył się łamania Konstytucji w obecnych działaniach koalicji rządzącej.

Polska drugimi Niemcami

Zajrzyjmy więc do naszego zachodniego sąsiada i sprawdźmy jak wygląda rynek medialny w Niemczech. Regulacje dotyczące tego obszaru są zawarte w traktacie o mediach. Możemy w nim przeczytać, iż koncesja na nadawanie przez prywatne medium może zostać przydzielona wyłącznie podmiotowi, którego miejsce zamieszkania lub siedziba znajdują się w Niemczech, innym państwie członkowskim Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Kwestie te reguluje też rozporządzenie ws. Handlu zagranicznego. W uzasadnieniu tego dokumentu możemy przeczytać:

„Niezależność prasy, wolność relacjonowania i pluralizm mediów stanowią podstawę wolnego demokratycznego porządku podstawowego Republiki Federalnej Niemiec i dlatego podlegają szczególnej ochronie Ustawy Zasadniczej. Sektor mediów jest narażony na zwiększoną presję związaną z własną niezależnością od prób zagranicznych wpływów w kontekście różnorodnych zagrożeń hybrydowych. Obejmuje to w szczególności wykorzystywanie niemieckich mediów, które są (częściowo) przejmowane przez inwestorów zagranicznych, do celów dezinformacji”.

Francuska antykoncentracja krzyżowa

Rynek medialny we Francji reguluje ustawa audiowizualna o wolności przekazu. Artykuł 39 tejże zakłada, iż osoba fizyczna lub prawna nie może posiadać (bezpośrednio lub pośrednio) więcej niż 49% kapitału lub prawa głosu w spółce posiadającej koncesję na ogólnokrajowy naziemny program telewizyjny.

Z kolei art. 40 mówi jasno, że żaden cudzoziemiec (będący osobą fizyczną lub prawną) nie może posiadać więcej niż 20% kapitału spółki lub prawa głosu w spółce posiadającej licencję na nadawanie naziemnego sygnału radiowego lub telewizyjnego w języku francuskim.

Amerykański sen nie dla obcych

Na koniec spójrzmy na to, jak wyglądają regulacje rynku medialnego w USA. Wszak właśnie do kapitału amerykańskiego należy aktualnie imperium TVN-u. Ograniczenia dotyczące zagranicznych stacji nadawczych na terenie USA reguluje Federalna Komisja Łączności (FCC). Działania tego organu reguluje Communications Act.

W artykule 310 tego dokumentu możemy przeczytać zapis, że Komisja nie może przyznać licencji na nadawanie podmiotowi, w którym ponad 20% udziałów jest własnością obywateli spoza USA, rządu obcego czy podmiotu utworzonego na mocy prawa obcego państwa.

Dodatkowo, jeśli proponowany licencjobiorca nadawczy jest bezpośrednio lub pośrednio kontrolowany przez spółkę holdingową, Komisja może odmówić przyznania licencji temu proponowanemu licencjobiorcy, jeśli ponad 25% udziałów kapitałowych spółki holdingowej będzie w posiadaniu cudzoziemców.


Źródło zdjęcia tytułowego: twitter.com/DStanderski

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy