Kto zapomina historię powtarza ją. Refleksja nad polską polityką wschodnią [część 2]

Idea prometejska

Ruch prometejski był międzynarodówką antykomunistyczną, której celem było zniszczenie Związku Radzieckiego i przekształcenie jego republik w niepodległe państwa. Jednym z filarów realizacji idei prometejskiej była ścisła współpraca z byłymi przedstawicielami władz Ukraińskiej Republiki Ludowej z Petlurą na czele, a po jego śmierci, wprowadzenie w życie sojuszu polsko-ukraińskiego. Było ono rozumiane nie tylko jako współpraca polityczna, ale i wojskowa. Emigranci ukraińscy z URL zostali przyjęci gościnnie. Udzielono wszechstronnej pomocy Petlurze i jego rodzinie, wyasygnowano pomoc finansową dla przywódców ukraińskich i byłych urzędników z URL. 

Tymczasem ukraińscy emigranci wojskowi nie asymilowali się i nie włączali się w nurt polskiego życia społecznego. Nie uczyli dzieci języka polskiego – posyłali je jedynie do szkół ukraińskich, pracowali w instytucjach ukraińskich w zupełnym oderwaniu od spraw polskich. Ci, którzy przedostali się za sowiecką granicę z reguły ulegali przewerbowaniu. Taki stan przetrwał do roku 1939, a wraz z nim wiara, umacniana przez Polaków przez lata, że jedynym możliwym rozwiązaniem dla Ukraińców jest konflikt zbrojny – totalny i prowadzony do końca. Nadzieja, że dzięki polskiej pomocy emigracja ukraińska zrezygnuje z antypolskich dążeń w odniesieniu do województw południowo-wschodnich, a koncentrować się będzie jedynie na planach odbudowy państwa naddnieprzańskiego, nie sprawdziła się. 

Wojna pokazała to dobitnie. Ukraińska „rewolucja narodowa” w konsekwencji nie została skierowana przeciw Rosji, a została bez skrupułów wykorzystana przeciw Polsce. Obóz Piłsudskiego, nie rozstając się z ideami odbudowy państwa ukraińskiego za Zbruczem, nie przewidział jakże prostego faktu. Wspierając czynniki niemające w konfrontacji ze stalinowskim aparatem przemocy żadnych szans, wzmacniał wyłącznie siły, które przyczynią się później nie tylko do unicestwienia władztwa państwa polskiego nad województwami wschodnimi, ale w ogóle do fizycznego wyniszczenia ludności polskiej na tym terenie. 

Szkolenie Ukraińców w organizacjach paramilitarnych

Jednym z elementów tych działań było sponsorowane i wspierane przez władze paramilitarne szkolenie młodzieży ukraińskiej. Głównie w masowych organizacjach „Łuh” i „Sokił”. Tylko w legalnej organizacji „Łuh” przeszkolono wojskowo co najmniej 50 tysięcy młodych Ukraińców. Tajnym celem szkolenia było przygotowanie ukraińskiej młodzieży do „odwojowania” z rąk sowieckich Ukrainy Kijowskiej, tzw. Wielkiej Ukrainy. 

Oficjalnie Towarzystwo Gimnastyczno-Pożarnicze, działając głównie na terenach Polski południowo-wschodniej „Łuh” posiadał w 1927 r. 627 oddziałów terenowych. Tymczasem, podobnie jak pozostałe, od początku był infiltrowany przez terrorystyczne UWO i OUN. Legalne organizacje młodzieżowe stały się więc kuźnią kadr antypolskich. Osłanianie ich przez władze państwowe tajnym parasolem ochronnym budzi grozę. Dokumenty i raporty KOP kierowane do władz zwierzchnich, dotyczące prawdziwego oblicza działalności ukraińskich organizacji młodzieżowych nie pozostawiają złudzeń, co do charakteru ich poczynań. 

Skutkiem tego w Małopolsce Wschodniej wyszkolono za polskie pieniądze armię partyzancką zdolną do przekształcenia się w armię regularną i złożoną zarówno z emigrantów, jak i z młodzieży ukraińskiej. Nie chciała ona przepędzić, jak łudziły się władze, Rosjan z dalekiej Kijowszczyzny, ale Polaków z Lwowskiego, Tarnopolskiego i Stanisławowskiego. Zamiast oczekiwanych sojuszników przygotowano i wyćwiczono śmiertelnych wrogów, którzy kiedy przyszedł czas nie cofnęli się przed ludobójstwem polskich cywilów w imię budowy „Samostijnej Ukrainy”. Jest faktem, że wśród dowódców oddziałów mordujących Polaków w czasie II wojny światowej aż się roiło od owych wyszkolonych przez Polaków oficerów i podoficerów.

Wołyński eksperyment Henryka Józewskiego i jego skutki

Przez 11 lat Henryk Józewski, przyjaciel i protegowany Piłsudskiego był wojewodą wołyńskim. Zmarnował szansę, by to największe polskie województwo stało się bogatą i nowoczesną dzielnicą Polski. Była ona wieloetniczna, więc po 132 latach okupacji i wynaradawiania każdy wojewoda powinien przystąpić do jej jak najszybszego integrowania z resztą kraju. Tymczasem do niczego takiego nie doszło. Przeciwnie Józewski i jego petrulowcy współpracownicy zaczęli działać na rzecz zruszczenia i odłączenia tej dzielnicy od Rzeczpospolitej i to na koszt polskiego podatnika. 

Był to ewenement na skalę światową. Z ocalałych dokumentów wiemy, że w administracji Józewskiego nie zabrakowało ruso i ukrainofilów, z pochodzenia rdzennych Rosjan, o których lojalność do państwowości polskiej była wątpliwa. Byli to naczelnicy wydziałów, referenci bezpieczeństwa, prezes Urzędu Ziemskiego. Jak wykazały późniejsze dochodzenia, prawie wszyscy z nich byli podejrzewani o szpiegostwo! Zamiast asymilacji następowała więc dramatyczna ukrainizacja Wołynia. 

Większość znaczących towarzystw ukraińskich i Cerkiew dostały się pod wpływy nacjonalistów z OUN lub komunistów. Tworzone za polskie pieniądze Wołyńskie Ukraińskie Objednanje i jego rozliczne przybudówki: Proświtańskie Chaty, Ridne Chaty, chóry, teatry – wszystkie zostały wkrótce przez nich opanowane. W dziedzinie szkolnictwa i edukacji młodzieży też nastąpiło dramatyczne pogorszenie. Polacy musieli wręcz prosić o zgody na założenie polskiej szkoły. Polskie dzieci musiały przymusowo uczyć się języka ruskiego. Powołano trzy gimnazja ukraińskie: w Krzemieńcu, Łucku i Równem. W gimnazjach tych młodzież wychowywana była w duchu ukraińskiego szowinizmu. Dalszą edukację młodzież ta odbierała we Lwowie, skąd wracała na Wołyń przygotowana do samodzielnego zakładania terrorystycznych komórek. 

W tym samym czasie społeczeństwo polskie, w tym najbardziej propaństwowy element – osadnicy wojskowi – pozostawieni zostali samym sobie, ba, nawet oni poddawani ukrainizacji. Doszło do tego, że jeden z wołyńskich starostów mówiącemu do niego po polsku osadnikowi publicznie zwrócił uwagę „czemu ne howoryte do mene w ridnim jazyci?”. Aby zamaskować działalność ukrainizacyjną, ludzie Józewskiego urządzali pokazowe, reżyserowane, ale za to szumne obchody świąt i polskich rocznic narodowych. Był przypadek biskupa Polikarpa, wielkiego przyjaciela Józewskiego, który powitany z honorami podczas wizytacji kanonicznej oburzył się na polską komendę i polskie przemówienie, a o godle państwowym – Orle – wyraził się: „ten piweń (kogut) tu całkiem niepotrzebny!”.  

Podsumowując wojewoda Józewski zasłużył sobie rzetelnie na określenie: „grabarz polskości Wołynia”: 

  • za zniszczenie polskiego stanu posiadania; 
  • za wzmocnienie ukrainizmu przez likwidowanie polskiej własności drogą rozdziału ziemi polskiej wyłącznie między miejscową ludność ukraińską; 
  • za terroryzowanie polskiego społeczeństwa, rozbijanie jego spójności; 
  • za sprowadzanie z zagranicy (Niemiec, Czech) Ukraińców i obsadzanie nimi administracji przy równoczesnym usuwaniu ze stanowisk Polaków; 
  • za ukrainizowanie Cerkwi prawosławnej przez wprowadzenie do liturgii języka ukraińskiego w miejsce starosłowiańskiego; 
  • za zakładanie ukraińskich szkół; 
  • za założenie ukraińskiej partii politycznej „Wołyńskie Ukraińskie Objednanie” oraz całego szeregu innych organizacji którym przewodzili sprowadzeni z kijowszczyzny Ukraińcy. 

Procederu tego Józewski dopuszczał się przez kluczowych 11 lat!  Eksperyment wołyński był jednym z wielu przedsięwzięć władz sanacyjnych mających na celu zjednanie ludności ukraińskiej kolejnymi koncesjami, kosztem polskiego stanu posiadania. 

Te koncesje, zamiast lojalności ukraińskich mieszkańców państwa, przyniosły jedynie pogorszanie się stanu bezpieczeństwa w województwie i reszcie kraju. Zgodnie ze scenariuszem terrorystów kolejne zamachy i akty wrogości musiały wywoływać reakcję władz, a o to szowinistom ukraińskim chodziło.

Bolesny w konsekwencje brak wyobraźni

Dowodem tego jak dalece idea prometejska zaćmiła umysły części polskich elit może być cytat z artykułu pt. „Realizm i prometeizm” z roku 1938! Autor jego pisał: 

Obecny rozwój wydarzeń politycznych w Europie dowodzi, że prometeizm jest wyrazem największego realizmu politycznego. Przynajmniej nie znam żadnej koncepcji politycznej, która by tak logicznie łączyła potrzeby poszczególnych narodów z potrzebami gospodarczego i politycznego rozwoju całej Europy. Żadna koncepcja „równowagi” politycznej nie może dać tego, co może dać koncepcja prometejska, a mianowicie uwolnić Europę od koszmarnego przekonania, iż wojna jest nieunikniona, co zmusza państwa do ogromnych zbrojeń, mogących się skończyć naprawdę tylko wojną. Prometeizm był może jedynym terenem, gdzie nie było rozdźwięków między Polakami i Ukraińcami. Przeciw moskiewski front [].

Wstrząsający jest fakt, że kiedy pisano te słowa od lat w najlepsze szła hitlerowsko-ukraińska współpraca, która miała na zasadach V kolumny zapalić w razie wojny ogniem powstania całe wschodnie województwa Rzeczypospolitej.

Epilog 

Polityka prowadzona przez Piłsudskiego i jego współpracowników, choć być może teoretycznie uzasadniona, z czasem stawała się szkodliwa, a szczególnie zabójcza także dla polskiej ludności, która pozostała poza granicami Polski. Stalin wykorzystywał i bowiem zagraniczne działania polskich służb jako pretekst do rozprawienia się z Polakami. Oznaczało to w praktyce skupienie się na Sowietach z całkowitym niemal zlekceważeniem zagrożeń płynących ze strony Niemiec oraz terroryzmu skrajnych ukraińskich organizacji nacjonalistycznych. Jakby tego było mało, sugeruje, że kręgi skupione wokół Piłsudskiego świadomie rezygnowały co najmniej do roku 1928 z neutralizowania ukraińskiego szowinizmu, bo był przydatny do walki z komunizmem. Zakończyło się to ludobójstwem dokonanym przez Ukraińców w czasie II wojny światowej.

Dopiero gdy kolejna wojna pukała do wrót Rzeczpospolitej, a współpraca Niemców hitlerowskich z nacjonalistami ukraińskimi szła pełna parą, władze uzmysłowiły sobie nagle, że zaniechanie działań w kierunku unifikacji i polonizacji województw wschodnich prowadzi jedynie do ich utraty. Było już jednak za późno. Wszystkie szanse stwarzane przez państwo wykorzystali tak naprawdę tylko Ukraińcy.

Forsowany przez obóz Piłsudskiego prometeizm przetrwał w polityce polskiej do dziś i jest realizowany z konsekwencją. Trudno nie zauważyć analogii. Pomimo swej podstawowej nieprzystawalności do rzeczywistości, pomimo że w znacznym stopniu przyczynił się i może przyczynić się do wielu nieszczęść jakie spotkały i spotykają nasz kraj, okazał się na swój sposób niezniszczalny. W stosunkach Polski z ukraińskimi i białoruskimi sąsiadami nieustannie dochodzi do dramatycznego zderzenia dwóch mentalności i sposobów myślenia, które niestety stronę polską czynią bezbronną. 

Polacy z natury prezentują w kontaktach z Ukraińcami dążność do porozumienia za każdą cenę. Takie podejście odbierane jest przez wschodniego sąsiada, jak dawniej jako słabość i wykorzystywane dla własnych celów. Kto zapomina historię – powtarza ją. Może warto o tym pamiętać?

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy