Kto zapomina historię powtarza ją. Refleksja nad polską polityką wschodnią [część 1]

Aktualne wydarzenia polityczne na Ukrainie i Białorusi skłaniają nas do refleksji nad prowadzoną przez kolejne polskie elity polityką wschodnią. Rodzą się arcyważne dla Polaków pytania o cele, metody i granice angażowania się Rzeczypospolitej w proukraińskie i probiałoruskie, a zarazem antyrosyjskie przedsięwzięcia w regionie. 

Czy taka polityka nie jest realizowana ze szkodą dla polskości, nie pogarsza położenie żyjących poza wschodnią granicą naszych rodaków i nie odbywa się kosztem poważnych gospodarczych strat? Wyraźnie widać, że mimo naszych starań i wielkich nakładów finansowych Ukraińcy i Białorusini dokonują wyborów samodzielnie i z polskim zdaniem nie liczą się w ogóle. Po raz kolejny popełniamy te same błędy, jakie popełniliśmy już w przeszłości. Warto, więc sięgnąć do historii i przypomnieć, jak wyglądała polityka, która przyniosła nam w konsekwencji w czasie ostatniej wojny tak wiele nieszczęść.

Koncepcja Międzymorza Piłsudskiego 

Obawiający się Rosji Piłsudski od początku postanowił realizować program mający na celu jej rozczłonkowanie i odsunięcie Rosji od granic polskich. Miało to być stworzenie nowej politycznej organizacji – obszaru tzw. międzymorza, ciągnącego się od Bałtyku aż po Morze Czarne.

Początku urzeczywistniania tej koncepcji wielu autorów upatruje w wyprawie wileńskiej z kwietnia 1919 roku. Po zażegnaniu groźby wybuchu wojny polsko-niemieckiej Naczelnik Państwa poprowadził ofensywę w Galicji Wschodniej, uzyskując wspólną granicę z Rumunią. W maju i czerwcu odbywał rozmowy z niepodległościowymi działaczami białoruskimi, w lipcu wysłał na Łotwę swego emisariusza. Jednak istnienie dwóch rządów ukraińskich oraz toczące się od listopada 1918 roku walki o Lwów poważnie skomplikowały plany Piłsudskiego wciągnięcia Ukrainy do zamyślanego przedsięwzięcia. 

Sytuacja, która wkrótce wytworzyła się na Litwie (niechęć do jakichkolwiek form współpracy), Łotwie i Ukrainie, zmusiła go do korekty założeń. We wrześniu 1919 roku podpisano pierwsze porozumienie polsko-ukraińskie uznające granicę między obu państwami na rzece Zbrucz. W ten sposób porozumienie z Ukraińską Republiką Ludową reprezentowaną przez Semena Petlurę stało się faktem. 

Ofensywa kijowska i jej konsekwencje

Rozpoczęta 3 kwietnia 1920 roku ofensywa kijowska wydaje się, kolejnym etapem realizacji szerokich wizji Naczelnika. Jednak dojście Armii Czerwonej aż pod Warszawę i konieczność podpisania traktatu ryskiego rozwiały złudzenia co do uniknięcia wspólnej granicy z Rosją sowiecką. Próbowano wprawdzie w miejsce Ukrainy umieścić Rumunię, ale niepowodzenia w kontaktach z państwami bałtyckimi i wydarzenia roku 1925 ostatecznie pogrzebały szanse na realizację szerokiej koncepcji „międzymorza”. Było to tym bardziej dotkliwe, że od tegoż roku również Francja zaczęła rozluźniać kontakty z Polską i wycofywać się ze zobowiązań sojuszniczych. 

Refleksja, której nie było

Wydawać by się mogło, że wraz z upadkiem tych zamierzeń nastąpi refleksja dotycząca korzystnego zagospodarowania tego, co udało się uzyskać w wyniku Traktatu ryskiego, czyli uporządkowania spraw wewnętrznych w województwach wschodnich i wzmacnianie tam żywiołu polskiego. Tak się jednak nie stało. Postawiono na prometeizm i wspieranie nacjonalizmu wschodnich mniejszości narodowych. 

Niewątpliwie na pewnym etapie zastąpienie nośnej idei komunistycznej – nacjonalistyczną było środkiem do burzenia szyków naszemu odwiecznemu ciemiężycielowi. Jednak jak wiemy dobra chwila na realizację tej koncepcji minęła szybko. Komunizm rychło stracił na swej uwodzicielskiej mocy, kiedy do Europy dotarło, że w Związku Sowieckim zabija się ludzi na skalę masową, niszczy się kulturę i cywilizację. 

Tymczasem od początku lat trzydziestych nastąpił radykalny zwrot w polityce międzynarodowej. Doszło do przejęcia władzy przez faszystów we Włoszech, Niemczech i innych krajach. W ten trend doskonale wpisali się wspierani wcześniej przez Polaków nacjonaliści ukraińscy czy białoruscy. To nie Polska, a Niemcy stały się ich promotorami. W konsekwencji w Polsce doszło do gwałtownego zradykalizowania się postaw ukraińskiej mniejszości żywiących się triumfami faszyzmu i to bez neutralizowania ich przez patriotyczny żywioł polski. Przyczyna była prosta – w Polsce endecy i patrioci byli regularnie tępieni i prześladowani przez władze. Niemal do końca II Rzeczypospolitej strona rządząca odnosiła się z niechęcią do jakichkolwiek koncepcji asymilacyjnych, choć jak się zdaje to endecja lepiej odczytywała „znaki czasu”.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy