Kto rządzi dzisiejszym światem? Część 3: media

Prolog

4500 lat temu chiński generał i filozof Sun-Tzu, doradca cesarzy, doszedł do wniosku, że wojna jest barbarzyńskim i zarazem nieskutecznym narzędziem polityki. Prawdziwą sztuką jest pokonanie wroga bez prowadzenia z nim walki. Wystarczy podkopywać system wartości, na którym został zbudowany kraj wroga dotąd, aż zmieni on swoje postrzeganie rzeczywistości tak dalece, że nie tylko nie rozpozna zagrożenia, ale zaakceptuje system wartości napastnika i przyjmie je jako własne. A co najmniej jako możliwą alternatywę. Strategia ta i dziś stosowana jest z powodzeniem.

Utrzymać ludzi w nieświadomości

Jak wspomniałam w poprzednich częściach, oligarchie i wielkie korporacje, aby pozostać poza kontrolą społeczeństwa i rządów poszczególnych państw starają się utrzymywać ludność, jak najdłużej się da, w stanie nieświadomości zachodzących procesów. 

Zarówno co do swoich działań, jak i planów na przyszłość. Głównym instrumentem sterowania opinią publiczną i prowadzenia propagandy są szeroko rozumiane media i portale społecznościowe. Zatrudnia się w tym celu specjalistów najwyższej klasy. Ich zadaniem jest nie tylko formatowanie ludzi na bezkrytycznych konsumentów dóbr. Dziś obiektem obróbki jest już cały człowiek, a raczej jego umysł. Narzędziem kształtowania poglądów stały się idee lewicowe i ich propagatorzy. Mają oni przekonywać, że źródłem wszelkiego zła są państwa narodowe i własność prywatna. Stąd hasła: współdzielenia dóbr, likwidacji gotówki, zapewnienia dochodu podstawowego dla każdego i wreszcie scedowania praw do podejmowania wszelkich decyzji bliżej nieokreślonym „postępowym i wszechwiedzącym” siłom zarządzającym, które doprowadzą wszystkich do szczęśliwości. 

Starsi czytelnicy wiedzą, że takie same obietnice składali niegdyś komuniści – skończyło się na terrorze i łagrach. 

Celem globalnych elit stało się zniszczenie cywilizowanego świata opartego na własności oraz wolności i wprowadzenie systemem totalnego wyzysku ekonomicznego i całkowitej kontroli życia ludzkiego od narodzin aż po śmierć. 

Dzieje się to w wyniku podstępnego, długofalowego procesu mentalnej transformacji narodów, aby z własnego wyboru odrzuciły one religię, patriotyzm i wolny rynek. Jedynie garstka dociekliwych analityków odnajduje sedno owych zamysłów w wypowiedziach wielkich tego świata: Davida Rockefellera, George`a Sorosa, Billa Gatesa albo w dokumentach typu Agenda 2030

Eliminacja konkurencji

W mediach dominuje obecnie monopol, wynikający ze stosunków własnościowych. Wszystkie one ruszyły do cenzurowania treści prawicowych i konserwatywnych, za nic mając wolność słowa! Do globalnej cenzury dołączyli oczywiście operatorzy telekomunikacyjni i operatorzy serwerów DNS.

dr Lucyna Kulińska

To staje się naprawdę groźne, kiedy dostawca hostingu, a nawet operator serwerów DNS, blokuje użytkownikom dostępu do internetu w sytuacji w jakiej się znajdujemy. Boleśnie przekonał się o tym sam Donald Trump, były prezydent USA, bezskutecznie próbując przebić się ze swym przekazem poza dominującym nurtem medialnym. 

W promocję nowego lewicowego paradygmatu włączył się wielki blok amerykańskich (a praktycznie ogólnoświatowych) koncernów medialnych i internetowych: „New York Times”, „The Wall Street Journal”, „The Washington Post”, ” Forbes”, „Fortune”, „The Huffington Post”, Politico”, „Univision”, „USA Today”, „Vanity Fair”, CNN, Fox News, NBC News, ABC, CBS, Google, You Tube, Apple, Amazon, Facebook, Twitter, Tik Tok, Istagram, Whats Up i inne. Mniejsi nadawcy są w tej sytuacji praktycznie bez szans.

Przykład opornego Parlera 

Jak w przypadku napotkania oporu zachowują się potentaci, pokazuje przykład portalu społecznościowego Parler.com. 11 stycznia 2021 serwis społecznościowy Parler, został wyłączony przez operatora Amazon. Usunięto aplikację z Apple App Store i Google Play Store. Dzień wcześniej umowę z Parlerem rozwiązała firma Twilio dostarczająca mechanizm dwuskładnikowego logowania do portalu. Przez około dobę konta użytkowników były atakowane. 

Dowodzi to, że z powodu braku kontroli społecznej media posiadają niemal monopol na kształtowanie opinii publicznej. Co więcej wkraczają w kompetencje organów państwa. Mogą podkopać zaufanie do instytucji, które chronią społeczeństwo, pilnują przestrzegania prawa i porządku publicznego. Mogą również doprowadzić do kryzysu i zacierać różnicę między dobrem i złem. 

Czy zatem konserwatyści o prawicowych poglądach będą musieli zejść do internetowego podziemia? Jaka przyszłość nas czeka, jeśli miliardom ludzi zabroni się dostępu do rzetelnych treści i materiałów? Czy wolność słowa przechodzi właśnie do historii?

Dlaczego obywatele nie dostrzegają zagrożeń?

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Moim zdaniem dominują dwie:

1. Skuteczna indoktrynacja

W wiodących mediach sączy się ją subtelnie, co prowadzi do systematycznego wdrukowania w umysły odbiorców nowych treści. Ludzie przyjmują je mimowolnie, bo z natury są podatni na różnego rodzaju perswazje. Uwierzą w największą nielogiczność, gdy przekona się ich, że to dla ich dobra, a szerząc ją staną się „nowocześni” i ”postępowi”. 

Aby to się udało, trzeba było wcześniej zastąpić pojęcia prawdy i fałszu postmodernizmem – teorią głoszącą, że każda, nawet najbardziej subiektywna narracja jest słuszna i akceptowalna. Dlatego dzisiaj można już kłamać bezkarnie w wielu kwestiach. W tym historycznych, a profesorowie wyższych uczelni potwierdzą to swym autorytetem!

2. Nowe niewolnictwo.

Odeszły czasy, gdy zaradny i pracowity człowiek mógł dorobić się w jednym pokoleniu. Społeczności popadają we współczesne niewolnictwo. Zrobiono z nich nowych wyrobników – zakładników banków. Ludzie wolni dotąd od nadmiernych obciążeń, pod wpływem nachalnej reklamy i propagandy pogrążyli się w długach i hipotekach na zakup dóbr o często spekulacyjnie zawyżonych cenach. Nożyce bogactwa i biedy rozwarły się dramatycznie, a setki tysięcy stały się odrzutami społeczeństwa konsumpcyjnego. 

Czy człowiek zadłużony jest wolny? Oczywiście nie! Musi być posłuszny i nie ujawniać swych poglądów (chyba że są „politycznie słuszne”!), by nie stracić pracy, co oznaczałoby utratę wszystkiego co ma, w tym rodziny, której nie będzie mógł utrzymać. Taki człowiek buntować się nie może. 

Warto odwołać się do przykładu z matecznika demokracji, USA, gdzie trwa aktualnie czystka pracowników, którzy są zwolennikami byłego prezydenta. Nikt na świecie nie woła, że deptana jest demokracja, że łamane są prawa człowieka, wolność słowa, wypowiedzi, poglądów. Ludzie milczą, a pragnących walczyć o prawdę, honor, ideały, swój naród, stygmatyzuje się jako szowinistów, a nawet faszystów. 

Poprawność polityczna jako nowa cenzura

Poprawność polityczna oznacza uleganie presji radykalnych środowisk liberalnych, propagujących tak zwaną otwartość na wszelkie style życia i ideologie. Jej zasadą jest przyjmowanie bez krytyki wszystkich treści zgodnych z aktualnym trendami. 

Wyznawcy takiego poglądu uważają, że każdą sprawę da się rozwiązać pod warunkiem niestawiania jakichkolwiek ocen moralnych czy nierozpatrywania wydarzeń i postaw w kategoriach dobra – zła, czy prawdy – fałszu. Równocześnie eksponuje się do granic możliwości pojęcie wolności osobistej w rozumieniu swobody wyborów, bez liczenia się ze społeczeństwem, tradycją ani narodem.

Przebudowa społeczeństwa

W sferze życia społecznego zastąpiono tradycyjne instytucje i organizacje publiczne strukturami biurokratycznymi, takimi jak pracownik socjalny. Chodzi o odebranie ludziom inicjatywy, pozbawienie ich odpowiedzialności, o zniszczenie naturalnie istniejących więzi łączących poszczególne osoby, grupy i całe społeczeństwo. Kompetencje organów władzy państwowej, desygnowanych przez wyborców, przekazano w ręce prywatnych, anonimowych grup, nieposiadających legitymacji demokratycznej. 

Dodatkowy oręż w walce politycznej 

Rasa, narodowość, płeć, orientacja seksualna (walka z tzw. homofobią), ekologia. To wszystko stało się z niewiadomej przyczyny politycznym orężem, podlegając specyficznej drażniącej „nowomowie”. Zaś sprawy dużej wagi pozostawiono sterowaniu rządzących. 

Strach przed nazywaniem rzeczy po imieniu prowadzi większość ludzi do swoistej schizofrenii, a w końcu do lęku przed prezentowaniem swojego zdania, z obawy przed szykanami. 

Burzenie porządku moralnego społeczeństw

Propagowana w mediach ideologia oparta na liberalnych, często wręcz libertyńskich zasadach, głosząca prymat wolności nad prawdą, burzy porządek moralny jednostek i społeczeństw. Przekreśla chrześcijańskie znaczenie dobra i miłości. Popularyzując konsumpcjonizm, hedonizm i brak odpowiedzialności prowadzą do relatywizowania wszystkich wartości i odbiera możliwość odnalezienia autorytetów. 

Wydaje się, że obecne produkcje medialne opierają się wręcz na różnorodności patologii i dewiacji moralnych i społecznych. Najbardziej bolesne, że w ową destrukcję wpisują się wyższe uczelnie. Pracownicy naukowi pod presją swoich „postępowych” zwierzchników (którzy sami są pod presją), nie przeciwstawiają się z obawy o swoją karierę, awans, a nawet zatrudnienie. 

Niszczenie edukacji, religii i walka z rodziną

W dziedzinie edukacji zmierza się do odstąpienia od przekazywania wiedzy konstruktywnej i pragmatycznej. Aby przyjmować głoszoną propagandę ludzie nie mogą być zbyt inteligentni.

Dominuje dążenie, aby dogmaty religijne uległy stopniowej erozji. Aby przestały stanowić najwyższy cel religijny, utrzymujący ludzi w kontakcie z Bogiem. 

Propagowany przez media „feminizm” jest w praktyce wojną wydaną rodzinie przez lansowanie „nowego stylu życia” wyzbytego z odpowiedzialności i rodzicielstwa. Media uderzają więc z w rodzinę z całą mocą, lansując konkubinaty i małżeństwa homoseksualne. Nie bez powodu. Człowiek posiadający rodzinę z reguły zaczyna trzeźwo patrzeć na rzeczywistość i nie daje się łatwo zwodzić. Ale takich nie potrzeba. 

Czy da się ten trend odwrócić?

Wydaje się, że Amerykanie, ale i spora część zachodnich Europejczyków została „zaprogramowana” na myślenie w konkretny sposób i reagowanie zgodnie z wdrukowanymi schematami. Wątpliwe, by udało się to odwrócić. Zachodni świat oddalił się od swej cywilizacyjnej kolebki, zateizował się i zdeprawował. Proces demoralizacji już się w nich dokonał. Potrzebne jest wychowanie zupełnie nowego pokolenia, nastawionego patriotycznie i hołdującego zdrowemu rozsądkowi. Pokolenia, które działałoby w interesie swojego społeczeństwa. 

Nadzieja dla naszego kraju ginie. Wszystkie wysiłki skierowano na walkę z religią chrześcijańską. Polska, podobnie jak wcześniej Irlandia, walkę te przegrywa, bez świadomości, kto ją rozpętał i kto ją każdego dnia w mediach podsyca. Wiele osób odpowiada na zagrożenia obojętnością. Zapanowała moda na uciekanie od problemów w wirtualny świat, używki… Tak osłabione społeczeństwo z wygody, braku wiedzy i lęku podporządkowuje się dyktatowi prezentowanych w mediach fałszywych autorytetów. Przyjmuje ich oceny, wartościowania, ogląd rzeczywistości. Jest to niewątpliwie rodzaj szantażu i ubezwłasnowolnienia ogółu, który nie widzi nitek poruszających marionetkami. 

Zakończenie

Panowanie oligarchii i koncernów światowych jest całkowitym przeciwieństwem demokracji. Ich wpływ na rządy podważa wiarygodność władz krajowych. Realizowany przez nie przewrót ideologiczny powoduje, że tradycyjne relacje międzyludzkie stopniowo ulegają destabilizacji. Następuje walka każdego z każdym. Niemożliwe staje się porozumienie nie tylko pomiędzy sąsiadami, lecz nawet we własnej rodzinie, w szkole czy w pracy. 

Media ustawia się w opozycji do społeczeństwa po to, aby ludzi izolować, antagonizować, podsycać wrogość między grupami oraz społeczeństwem, jako całością. Rolę liderów przyjmują osoby wątpliwe moralnie, które, zamiast jednoczyć, napędzają destabilizację i przewodzą ulicznym starciom z przeciwnikami politycznymi. Nie jest istotne, kto z kim się zmaga ani o co. Zawsze chodzi o podtrzymywanie atmosfery oblężonej twierdzy. 

Taki scenariusz przedstawia w pracy, Jak napaść na państwo, Jurij Biezmienow.  Jego zdaniem destabilizacja przerodzi się w kryzys wówczas, gdy zarówno organy władzy w państwie, jak i struktury społeczne przestaną funkcjonować. W tej krytycznej sytuacji zmęczone i rozdrażnione społeczeństwo poszuka wybawcy, który przywróci w kraju ład. Przybędzie on z zagranicy lub będzie związany z jakimś lokalnym ugrupowaniem. Biezmienow twierdzi, że ostatni akord to wojna domowa lub inwazja, po której nastanie stabilizacja narzucona siłą. Odtąd wszelkie rewolucje, wszelki radykalizm staną się niemożliwe. Nie będą już akceptowane strajki czy walka o prawa, „działacze społeczni” zostaną wyeliminowani – czasem fizycznie – ponieważ wykonali swoje zadanie i stali się zbędni. Nowi przywódcy będą mogli efektywnie, bez przeszkód, eksploatować podbity kraj.

Nie dopuśćmy, by ten scenariusz został zrealizowany, choć trzeba mieć świadomość, że w wielu krajach już się on rozgrywa.  

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy