Korzenie rzeźbiarza – monumentalisty

Śp. Andrzej Pityński znany jest w naszym kraju cały czas za mało. Rozsławiał historię Polski swą sztuką i bronił prawdy historycznej m.in.: poprzez Pomnik Katyński w Jersey City, Pomnik Partyzanci w Bostonie czy Pomnik Mściciela w Doylestown. Jeszcze mniej znana jest historia jego najbliższej rodziny.

Partyzancka miłość

Andrzej Piotr Pityński urodził się 15 marca 1947 r. w Ulanowie. Jego rodzice byli żołnierzami podziemia niepodległościowego. Ojciec, ppor. Aleksander Pityński, urodził się 11 marca 1926 r. Mając szesnaście lat uciekł z domu do lasu i wstąpił do oddziału NOW Franciszka Przysiężniaka ps. „Ojciec Jan” przyjmując pseudonim „Kula”. Tam też ukończył podchorążówkę. Walczył przeciwko Niemcom, Kałmukom i Ukraińcom, uczestnicząc w bitwach i potyczkach pod Groblami, Biłgorajem, Dąbrowicą, Hutą Deręgowską, Zdziarami, czy w Lasach Janowskich na Porytowym Wzgórzu. 

W listopadzie 1944 r. został aresztowany przez NKWD, uciekł i zstąpił ponownie do konspiracji, dołączając do oddziału Józefa Zadzierskiego ps. „Wołyniak”. 

Aleksander Pityński uczestniczył w bitwie pod Kuryłówką 7 maja 1945 r., gdy oddział polskiego podziemia pod dowództwem mjr. „Ojca Jana” stoczył jedną z największych bitew Żołnierzy Wyklętych rozbijając kolumnę oddziałów NKWD i zabijając 57 enkawudzistów. 

Został podczas starcia ranny. Ranna została także sanitariuszka Stefania Krupa ps. „Perełka”. Obojga ich położono na wozie do transportu rannych. „Tak się zaczęła ich partyzancka miłość, czego owocem jestem ja, Andrzej Piotr Pityński” – wspominał rzeźbiarz. 20 stycznia 1946 r. pobrali się. Po wyjeździe mjr. „Ojca Jana”, Aleksander służył pod rozkazami „Wołyniaka”, a po jego śmierci zaprzestał działalności zbrojnej. Ukrywał się wraz z ciężarną żoną.

Ujawniony – aresztowany 

„Kula” po przyjściu na świat syna Andrzeja ujawnił się. Tydzień później został aresztowany przez UB. 

„Każdej nocy wleczono go na piętro do pokoju z zakratowanymi oknami. Był tam stół, trzy krzesła i lampa, którą świecili prosto w oczy. Przesłuchiwania były brutalne, skutego przywiązali do drąga i powiesili między dwoma krzesłami, założyli mu maskę gumową przeciwgazową, amerykańskiej produkcji, na twarz, żeby nie krzyczał. Krew waliła z nosa i ust, prawie się w niej udusił. Bili pałkami i stalowymi prętami. Pierwsze uderzenia poszły w pięty i nerki, wszystkie gwiazdy zobaczył, bili po głowie, potem już prawie nie czuł, bo wszystko było odbite. W końcu stracił przytomność i znowu kąpiel i podtapianie w zimnej wodzie. Na jednym z takich przesłuchań, gdy czterech ubowców biło go pałkami, z bólu zerwał pęta na nogach i głową staranował siedzącego za stołem ubeka Krawczyńskiego, który został przywalony stołem. Przywiązanym do pleców drągiem bił nim i głową pozostałych ubeków. Wszyscy uciekli z pokoju barykadując drzwi. Tatuś chciał już siebie wykończyć, z rozpędu zaczął taranować głową drzwi, które pękły na pół. Po trzecim uderzeniu głową w drzwi stracił przytomność. Ocknął się w karcerze”. 

W aresztach i więzieniach przesiedział dziesięć miesięcy.

Wyjście z więzienia nie zakończyło prześladowań ze strony aparatu bezpieczeństwa. Systematycznie powtarzały się rewizje. O jednej z nich Andrzej Pityński opowiadał: „Jedna zimowa noc tuż przed Bożym Narodzeniem utkwiła mi na zawsze w pamięci. O czwartej rano rozbili kolbami pepesz drzwi do domu, wywlekli nas w piżamach na zaśnieżone podwórko. Stałem z dziadziem boso w śniegu, księżyc był w pełni, świecił jasno i widno było jak w dzień. Wtedy zobaczyłem mojego ojca, tylko w białych kalesonach, ze skutymi rękami do tyłu, z zaciśniętymi pięściami, bitego przez sześciu ubowskich zbirów pałkami i kolbami pepesz po głowie, po plecach, po nogach. Krew bryzgała na wszystkie strony, białe kalesony były już czerwone i śnieg już nie był biały, ale czerwony. Dziadzio trzymał mnie kurczowo za ramię, nie płakał i mnie nie wolno było płakać, choć serce mi z bólu mało nie pękło, tylko mama z cicha szlochała. Potem wrzucili sponiewieranego tatę do milicyjnej suki i znowu go długo nie widziałem. Rano zbierałem z dziadziem ze śniegu zakrzepłą krew mojego ojca do słoika, żeby ją wrony nie dziobały. Wtedy po raz ostatni w swoim życiu płakałem”. 

Aleksander Pityński był internowany w czasie stanu wojennego. Władza komunistyczna uważała go nadal za zagrożenie. Zmarł 16 grudnia 1994 r.

„Pułkownik”

Ważną postacią w życiu Andrzeja Pityńskiego był także jego wuj, brat matki, Michał Krupa ps. „Wierzba”, „Pułkownik”. Urodził się 26 września 1920 r. 

„W 1941 r. ukraińska policja, SS i Gestapo, pod nieobecność Michała, spaliła gospodarstwo Krupów, dom, stajnię i stodołę. Ukraińcy zrabowali konia, dwie krowy, drób i cały sprzęt gospodarczy, wszystko zrównali z ziemią”. 

Wtedy Krupa podjął decyzję o włączeniu się w konspirację. Trafił pod rozkazy Franciszka Przysiężniaka ps. „Ojciec Jan”. Był w jego oddziale erkaemistą, bardzo celnie strzelał. Jak wspominał Andrzej Pityński, jego odwaga graniczyła z szaleństwem. Po wojnie kontynuował walkę pod rozkazami „Wołyniaka”. Pochował swojego dowódcę na cmentarzu w Tarnawcu, następnie przeszedł pod rozkazy Adama Kusza ps. „Garbaty”. Po rozbiciu tego oddziału prowadził samodzielny opór. 

Ukrywał się dzięki sieci zaprzyjaźnionych gospodarzy przez długie lata, aż do 11 lutego 1959 r., gdy został aresztowany. Skazano go na karę dożywotniego więzienia zamienioną na 15 lat. Wyszedł na wolność w 1965 r., zmarł siedem lat później. 

Andrzej Pityński pomagał wraz z ojcem ukrywającemu się wujkowi. Opowiadał o nim: „Michał był wspaniałym facetem. Pisał wiersze, grał na gitarze, pięknie śpiewał. Był Polakiem, patriotą do bólu. Wysoki, dobrze zbudowany i wysportowany mężczyzna, silny i odważny, zahartowany od młodości ciężką praca fizyczną. Z erkaemu nigdy nie chybił. Dla mnie był, jest i będzie bohaterem narodu polskiego – Bóg, Honor i Ojczyzna były kompasem jego tragicznego życia”.

11 listopada 2017 r. Prezydent RP Andrzej Duda wręczył Andrzejowi Pityńskiemu najstarsze i najwyższe w Polsce cywilne odznaczenie Order Orła Białego „w uznaniu znamienitych zasług dla upowszechniania i popularyzowania historii polskiego czynu niepodległościowego, za wybitne osiągnięcia w twórczości rzeźbiarskiej, działalność polonijną i krzewienie polskości”.

Ostatnią rzeźbą dłuta Andrzeja Pityńskiego, który stanął w Polsce za jego życia, był pomnik Żołnierzy Wyklętych w Jaśle. 19 września 2020 r. serwisy informacyjne obiegła wieść o śmierci Andrzeja Pityńskiego.

Fot.  Aleksander i Stefania Pityńscy z synem Andrzejem, 1947 r.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy