Jak muzułmanie uprowadzali w niewolę miliony Europejczyków

Dzisiejsza Europa ma problem. Od dłuższego czasu kaja się i przeprasza za przeszłość. Dwa wieki ekspansji kolonialnej powodowały, że wiele krajów w tym z północnej Afryki oczekuje od Europejczyków rekompensat, zadośćuczynienia, słowem – kasy, za swoje krzywdy. Dzisiejsza słabnąca zachodnia cywilizacja łatwo ulega tym żądaniom, wręcz ugina się pod nimi. Nie tylko płaci, ale też poczuwa się do obowiązku opieki nad przybyszami z krajów Maghrebu. 

Tymczasem, jeśli popatrzeć na to historycznie, kwestia roszczeń nie jest już taka oczywista. Europejczycy, bowiem o wiele dłużej, za sprawą muzułmanów, byli obiektem napaści, grabieży, eksploatacji i hamowania w rozwoju gospodarczego. Ale aby skutecznie obronić się przed roszczeniami i posiąść niezbędne argumenty w tym sporze politycznym, trzeba tego chcieć. Wydaje się, że dzisiejsza Europa postanowiła oddać tę walkę walkowerem.

Aby pomóc europejskim czytelnikom w odzyskaniu zagubionej pamięci warto przywołać książkę Roberta C. Davisa pt. Christian Slaves, Muslim Masters. White Slavery in the Mediterranean, the Barbary Coast in Italy 1500-1800, której tematem jest szeroko rozumiane polowanie na Europejczyków realizowane przez Imperium Osmańskie w basenie Morza Śródziemnego. Jej uzupełnieniem może być praca Stephena Clissolda, Barbary Slaves. Książki te obejmują tylko wycinek problemu, bo zauważmy, dotyczą tylko trzech wieków i pomijają cały obszar Europy centralnej, wschodniej i południowo-wschodniej, skąd w niewolę-jasyr muzułmanie uprowadzali Słowian przez całe wieki. Mimo tego mankamentu, a co za tym idzie znacznie zaniżonych danych dotyczących ofiar i strat materialnych, fakty mówią same za siebie. Są szokujące, a równocześnie praktycznie nieznane szerszemu ogółowi.

Muzułmanie uprowadzili ok. 2 mln Europejczyków 

Badacze ustalili, że liczba mieszkańców chrześcijańskiej Europy uprowadzonych tylko w wiekach XVI-XVIII z wybrzeża Morza Śródziemnego sięgnęła 2 milionów. Głównymi ośrodkami, które organizowały w tym okresie napady na chrześcijan były: Algier, Trypolis i Tunis. Rządzili nimi namiestnicy, którzy partycypowali w zyskach z wypraw i mieli prawo wyboru najlepszych niewolników. 

Ataki w basenie Morza Śródziemnego trwały praktycznie przez cały rok. Szczególnie chętnie napadane były Sycylia, Sardynia, Korsyka, Baleary, ale praktycznie całe wybrzeża Hiszpanii, Francji i Włoch były stale zagrożone. Tylko w okresie 1530-1640 muzułmanie najeżdżali Sycylię 136 razy, a wypady sięgały 30 km w głąb wyspy. Na południowych skrajach Europy budowano z konieczności, co kilka kilometrów wieże strażnicze. W razie napaści ludność wiejska mogła uciec w głąb lądu, najchętniej do miast lub tam gdzie stały garnizony wojskowe. Na niewiele się to zdało, gdy wyprawa muzułmanów była wielka. Flotylle najeźdźców były w stanie blokować porty wielkich włoskich miast jak Genua czy Neapol, a nawet atakować samo Wieczne Miasto. 

Rujnowanie wybrzeży Europy. Upadek kultury materialnej

Grabieżcy z reguły nie odpływali natychmiast z uprowadzonymi. Czekali 2-3 dni na ewentualny okup od społeczności lokalnych lub samych rodzin porwanych. Mieszkańcy na gwałt zbierali pieniądze, choć były to bardzo wysokie kwoty. Po zebraniu łupu i zwolnieniu wykupionych muzułmanie odpływali z pozostałymi, skazanymi na niewolę. 

Warto zaznaczyć, że w czasie napadów muzułmanie niszczyli zajadle wszystkie świątynie chrześcijańskie, miejsca kultu i obiekty murowane. Terroryzowali całą okolicę grabiąc i paląc całe wsie. Takie postępowanie doprowadzało ludność nadbrzeżnych miasteczek do trwającej latami nędzy i w ruiny finansowej. Następstwem było także wyludnienie.

Porywanie statków i ich pasażerów 

Poza napadami na lądzie bardzo dochodowym zajęciem muzułmanów były ataki na statki handlowe i pasażerskie. I tutaj podstawą było porywanie jeńców dla okupu. Szczególnie zajadle poszukiwano państwowych dygnitarzy, osób duchownych, ludzi wykształconych, bo szanse na wykupienie ich z niewoli były duże. W ręce porywaczy trafiali ludzie różnych nacji – Włosi, Francuzi, Hiszpanie, a nawet Anglicy. Aby podnieść determinację załogi pierwsza osoba, która wpadała na pokład podczas abordażu mogła wybrać sobie najznaczniejszego z pasażerów – czyli uzyskać najpewniejszy i wysoki dochód z okupu.

Los uprowadzonych

Sytuacja chrześcijan porwanych w niewolę była straszna. Na wykup mogło liczyć jedynie kilka procent więźniów, i ci traktowani byli stosunkowo oględnie. Resztę poddawano selekcji. Prawo przewidywało, że pierwsi wybierali niewolników władcy lub lokalni paszowie. Pozostali trafiali na targi niewolników, gdzie byli licytowani przez hurtowników, a następnie odsprzedawani dalej. 

Zapotrzebowanie było ogromne i, jak piszą autorzy, sięgało 8.5 tysiąca osób rocznie. Część zabierana była do posiadłości nabywców, ale większość trafiała do tzw. bagnos, czyli obozów pracy przymusowej, inaczej – obozów koncentracyjnych. Stamtąd kierowano ich do różnych prac. Najwięcej mężczyzn trafiało na galery, gdzie siła ich mięśni stanowiła napęd statków. Liczba chrześcijańskich galerników sięgała dziesiątek tysięcy (w szczytowym okresie dochodziła do 80 tysięcy). To nie była praca, ale ciężka fizyczna eksploatacja. Na nieposłusznych czekały straszliwe kary. Szansę na dłuższe życie mieli tylko nieliczni. 

Bagnos – obozy koncentracyjne

Były to obozy pracy przymusowej, w których panowały straszne warunki sanitarne, zatłoczenie i głód. Możliwość wyzwolenia albo wykupienia się praktycznie nie istniała. Praca w kamieniołomach, przy budowach, kopaniu studni, w kieratach, wyniszczała więźniów prowadząc do psychicznej rezygnacji i śmierci. Próba ucieczki karana była obcinaniem rąk lub uszu, biciem w brzuch albo stopy (do 500 uderzeń), co niechybnie prowadziło do ciężkiego kalectwa lub zgonu. 

Życie niewolników nie miało wartości, bo z kolejnej wyprawy napływali następni. Więźniowie prawie nie mieli kontaktu ze światem zewnętrznym, w którym zresztą czekały ich dodatkowe zagrożenia. Na niewolników czyhali bowiem Tuaregowie, opiewani w europejskich mitach romantycznych „błękitni jeźdźcy z Sahary”. Rzeczywistość była jednak inna. Takie uprowadzenie oznaczało wyrok śmierci. Europejczycy, nieprzystosowani do życia w ekstremalnych warunkach nie mieli na pustymi szans na przeżycie. 

Niewolnicy seksualni

Nie chodzi tu bynajmniej tylko o piękne kobiety, które w literaturze zaludniają haremy władców i mogą nawet w sprzyjających okolicznościach zapewnić sobie w miarę wygodne i dostatnie życie. To setki młodych ludzi obojga płci, których siłą wykorzystywano seksualnie. Dla dostojników mahometańskich organizowano haremy złożone z młodziutkich chłopców.

Jedyna nadzieja 

Piękna kartę w dziele pomocy chrześcijańskim niewolnikom zapisał Kościół. Z jednej strony uwięzieni księża służyli towarzyszom niewoli wsparciem duchowym i pomocą lekarską. Z drugiej strony w całej Europie zakony, szczególnie Trynitarze i Marcedarianie, prowadzili kwesty na rzecz wykupu uwięzionych. Posiadali oni nawet swoje misje po drugiej stronie Morza Śródziemnego. Parafie i diecezje zbierały pieniądze, wspierały je też specjalnymi podatkami poszczególne państwa. W czasie prowadzonych wojen czasem wymieniano jeńców – mahometan na europejskich niewolników.

Podsumowanie

Autorzy piszą o 1-2 milionach Europejczyków, mieszkańców rejonu Morza Śródziemnego eksploatowanych jako niewolnicy i eksterminowanych bez litości. Ilu ich było naprawdę? Nikt nie wie, ale obawiam się, że o wiele, wiele więcej. Tyle nieszczęścia i zbrodni. Do tego dodać należy uprowadzenia z terenów Europy Środkowo-Wschodniej. Książek i badań nad tym temat jest o wiele za mało. Nawet strony internetowe, które traktowały o tej problematyce są systematycznie usuwane i zastępowane nowymi o krzyczących tytułach „African Holokaust” „Black Holocaust” itp. 

Może przyczyna niechęci do wyjaśnienia zagadnienia tkwi w masowym udziale kupców żydowskich w tym procederze? Dotyczy to nie tylko opisywanych powyżej faktów, ale także handlu czarnymi niewolnikami z Afryki Centralnej i Południowej, wywożonymi do obu Ameryk. Pytań jest więcej. Na przykład, czy handel niewolnikami z Czarnego Lądu byłby w ogóle możliwy bez współdziałania lokalnych władców i ich siepaczy? Jest wszak niezaprzeczalnym faktem, że niewolnictwo w wielu rejonach Afryki było na porządku dziennym, a walki plemienne generowały zawsze duże ilości jeńców i potencjalnych niewolników na rynek lokalny i do dalszej odsprzedaży. Jaki był w tym udział plemion arabskich i berberyjskich z północnej Afryki systematycznie napadających na murzyńskie społeczności z południa w celu grabieży i porywania ludzi w niewolę? 

Sprawa nie jest czarno-biała, a przykładowo roszczenia afrykańskich społeczności kierowane do dzisiejszych mieszkańców USA składających się w dużej mierze z biednych przybyszy z Europy środkowej czy Latynosów są po prostu nadużyciem. Ucieczka od historii przynosi nieprzewidywalne efekty, a cierpi przede wszystkim prawda! Może o tym też warto rozmawiać na zajęciach akademickich z kierunku „Black Lives Matter” na Uniwersytecie Princeton w USA?

Fot.  ciekawostkihistoryczne.pl

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy