Gra o Ukrainę

Od kilku miesięcy świat zastanawia się, czy Rosja dokona agresji na Ukrainę. Oczywiście wielu komentatorów mówi, że to tylko zastraszanie, aby wymusić inne cele. Ośrodki wywiadu NATO, co rusz ogłaszają czerwony alarm w tej sprawie, a rządy w wielu państwach medialnie i dyplomatycznie ostrzegają Moskwę przed drastycznymi sankcjami w razie podjęcia ataku. Jakby w tle przekazu medialnego znikały problemy migracyjne, zagrożenie przez Chiny Tajwanu, czy też groźba wojny izraelsko-irańskiej.

Rosja od miesięcy trzyma nad granicą z Ukrainą ponad sto tysięcy żołnierzy, a w strefie oddalonej do trzystu kilometrów kolejne dwieście tysięcy.  Dodatkowo około czterdziestu tysięcy żołnierzy nazywanej milicją znajduje się na terenie separatystycznych republik w Ługańsku i Doniecku. Nie należy także zapominać o deklaracji nieuznawanego przez Zachód prezydenta Białorusi, który obiecał pomoc Rosji w razie konfliktu z Ukrainą. Nie licząc granicy morskiej, ewentualny front może mieć długość około trzech tysięcy kilometrów. Tak rozległa linia graniczna, którą należałoby nasycić wojskiem ukraińskim jest niemożliwa do utrzymania dla niespełna trzystu tysięcznej armii. Dodatkowo w znacznej części zasoby rezerwowe młodych obywateli tego kraju pracują poza granicami państwa.

Innym problemem jest to, jak się zachowa w razie agresji ukraińskie społeczeństwo, gdzie nadal u sporej jej części są prorosyjskie sympatie. W ubiegłorocznych grudniowych badaniach Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii tylko 30% Ukraińców stwierdziło, że broniłoby kraju z bronią w ręku. Istotnym pytaniem jest także jak się zachowa znaczna część ukraińskich żołnierzy, wyznawców prawosławia Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego? Mogą oni odmówić walki lub tak jak w 2015 roku na Krymie tysiącami przejść na stronę wroga. Takich scenariuszy nie należy wykluczać.

Pytaniem zasadniczym, które należy tu postawić to czy Moskwie rzeczywiście zależy na kinetycznej wojnie z Ukrainą? Na to pytanie należy odpowiedzieć negatywnie. Rosja może podbić znaczne obszary Ukrainy, ale nie stać jej na jej okupację i wzięcie odpowiedzialności za egzystencje milionów osób przy trwającym oporze militarnym w postaci masowej dywersji. Dlatego też taki scenariusz należy wykluczyć. Tak więc, o co idzie w rzeczywistości gra?

Istotą polityki bezpieczeństwa Moskwy na tym obszarze jest odzyskanie wpływów politycznych i gospodarczych oraz zneutralizowanie oddziaływania NATO. Najprostszym sposobem jest zmiana ustroju Ukrainy na federalizację państwa lub jego defragmentację. Obie opcje wykluczają nacjonalistyczne środowiska, które dominują życie społeczne na zachodzie Ukrainy. Jeżeli państwa Zachodu nie wymuszą na Ukrainie przynajmniej federalizacji kraju, to należy się liczyć z działaniami w postaci destabilizacji sytuacji społecznej na wschodzie i południu tego państwa. Sama armia rosyjska będzie w początkowej fazie zabezpieczać te działania i zastraszać społeczność międzynarodową groźbą zbrojnej interwencji. W razie zaostrzenia sytuacji społecznej na wschodzie Ukrainy nie należy wykluczać ofensywy separatystycznych republik w formie militarnej, wspomaganych przez rosyjską armię.

Zaostrzenie walk i groźba ich eskalacji przy wzroście napięcia wokół Tajwanu i Iranu może wymusić na administracji Waszyngtonu daleko idące ustępstwa na korzyść Rosji i zmuszenia Kijowa do daleko idących ustępstw. 

Sama Unia Europejska w tej sprawie także może nie mieć jednolitego stanowiska. Węgrom zależy na federalizacji Ukrainy w kontekście ich pretensji do Zakarpacia, gdzie mieszkający tam ich rodacy wspierani przez Rusinów Karpackich od dekad żądają autonomii.

Rozmowy Biden-Putin, które mają się odbyć 10 stycznia, a następnie szczyt NATO-Rosja, do którego ma dojść dwa dni później mogą być rozmowami ostatniej szansy przed rozpoczęciem nie inwazji a destabilizacji Ukrainy. Jeżeli nie załatwi się oczekiwań Moskwy na drodze dyplomatycznej, to wydaje się, iż przystąpi ona w pierwszej fazie do działań uderzających w gospodarkę i energetykę Ukrainy, a następnie stopniowe rozgrzanie konfliktu militarnego Donbasie. Nie należy w tym okresie wykluczyć punktowych przejęć określonych terenów przez oddziały rosyjskie. Wszystko to będzie narastało stopniowo, a strony będą wystawione na to kto pierwszy ustąpi.

Należy wykluczyć scenariusz, który mówi o ustąpieniu obu stron, gdyż Rosja zaangażowała zbyt duży potencjał militarny, dyplomatyczny i gospodarczy w to przedsięwzięcie. Moim zdaniem mało prawdopodobne jest tylko uderzenie armii rosyjskiej w formie użycia całego potencjału militarnego zgromadzonego w rejonie granicy z Ukrainą.

Konflikt na Ukrainie jest bardzo prawdopodobny, pytanie tylko jak się w nim zachowa Polska i czy nie zostanie ona wypchnięta przez NATO w formę zderzaka polityczno-gospodarczego z Rosją o Ukrainę. Już raz to się stało w 2015 roku i koszty tego płacimy do dzisiaj. Sąsiedztwo z Rosją i Białorusią wymaga abyśmy byli bardziej roztropni od państw, które mają setki kilometrów do granic Rosji. One ostatecznie i tak się z nią z czasem dogadają, nawet kosztem Ukrainy.

źródło fot. unsplash.com

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy