Federalizacja Ukrainy czy jej defragmentacja?

Według doniesień prasowych służby Rosji, USA, Niemiec oraz Wielkiej Brytanii wycofują już rodziny swoich dyplomatów z Kijowa. Obecny moment w eskalacji konfliktu świadczy, iż należy coraz bardziej wykluczać blefowanie Rosji w tej akcji. Tutaj bez ustępstwa ze strony Ukrainy w postaci zgody federalizację tego państwa nie ma co snuć nadziei na rozejście się „po kościach” obecnej fazy konfliktu.

Sama postawa dyplomacji rosyjskiej i jej gra świadczą, iż już udało się rozbić jedność polityczną NATO. Realne podejście Niemiec do Ukrainy w postaci prawdopodobnego rozgraniczenia rosyjsko-niemieckiej strefy wpływów gospodarczych w tym państwie skutkuje już dystansowaniem się Berlina od udziału w pomocy wojskowej dla Kijowa. Z drugiej strony widzimy, iż premier Węgier ma się niebawem udać do Moskwy w celu negocjowania sprawy budowy elektrowni atomowej, a w rzeczywistości zapewne z rozmową w kwestii autonomii Zakarpacia. Także Bułgaria dystansuje się od mieszania się w ten konflikt. Wydaje się, iż jedno jest pewne, a mianowicie iż federalizacja jest programem minimum, gdzie będzie można załatwić obecne napięcie na płaszczyźnie wyłącznie dyplomatycznej.

W całej grze na kierunku ukraińskim umykają opinii publicznej wspólne ćwiczenia okrętów rosyjskich, chińskich oraz irańskich na Oceanie Indyjskim. Tylko ten fakt pokazuje, iż Ukraina jest elementem ogólnoświatowej rozgrywki mocarstw z Zachodem, a zwłaszcza z USA. Czas, który biegnie daje olbrzymią szansę na dozbrojenie Iranu w broń atomową, którą zapewne już posiada w niedużych ilościach.

Niepokojące są sygnały z Korei Północnej, która mając broń jądrową uzyskuje zdolności rakietowe średniego zasięgu. Należy domniemywać, iż za wsparcie finansowe jest ona zdolna do odsprzedaży tych technologii.

Odkładanie rozstrzygnięć Izraela oraz USA z Iranem w sprawie programów jądrowych Teheranu pokazuje, iż Waszyngton nie jest już w stanie na tyle skutecznie dywersyfikować sowich działań na wielu kierunkach operacyjnych, że musi rozważać odstąpienie drugorzędnych obszarów nowym potęgom. Pytanie, które to będą kierunki? Zasadniczo mamy je trzy, a mianowicie Tajwan, Iran oraz Ukrainę. Dodatkowym kierunkiem jest Afryka.

Szczególnie wrażliwa dla Izraela jest kwestia możliwości ewentualnego zajęcia przez Rosjan obwodu odesskiego, gdzie Tel Awiw od lat lokuje swoje wpływy. Prawdziwym powodem do rozterek Izraela jest kwestia reagowania na dwóch obszarach – akcja przeciwko Iranowi oraz wspieranie Ukrainy przeciwko Rosji. Tutaj zarówno odziaływanie dyplomatyczne jak i militarne przerasta jego możliwości.

Zasadniczym pytaniem na kierunku ukraińskim jest, ile czynników pozamilitarnych wykorzysta Rosja w celu destabilizacji określonych obszarów. Pewnymi narzędziami jest uderzenie w energetykę, wywołanie masowych protestów społecznych na wschodzie państwa czy też wykorzystanie nielegalnych imigrantów w masowej skali. Pewne jest także zaognienie sytuacji w Donbasie, gdzie Rosjanie zwiążą kilkadziesiąt tysięcy ukraińskich żołnierzy. Obawy budzi także lojalność dużej części żołnierzy ukraińskich pochodzących ze wschodnich obszarów państwa. Mamy ciągle w pamięci kazus krymski, gdzie tysiące żołnierzy ukraińskich przeszło na stronę Moskwy.

Obecna pomoc militarna ze strony USA, Wielkiej Brytanii i innych państw charakteryzuje się dostarczaniem sprzętu przeznaczonego bardziej do dywersji niż do pełnoskalowej obrony linearnej.

Kijów może podjąć rzeczywistą obronę dopiero na linii Dniepru, co będzie wiązało Rosję i Ukrainę na lata. Oczywiście doprowadzenie do takiego stanu spowoduje fragmentaryzację państwa ukraińskiego. Samo wsparcie w postaci przekazywania uzbrojenia Kijowi przez Estonię i Litwę ma tylko i wyłącznie symboliczny charakter. Wspomniane państwa są zainteresowane jak najdłuższym konfliktem na Ukrainie z uwagi na zmniejszenie zagrożenia agresji militarnej wymierzone w te kraje.

Pełnoskalowa wojna na Ukrainie jest niebezpieczna dla Europy, gdyż pogłębi jej problemy gospodarcze i społeczne wskutek dużych fal uchodźczych. W takiej sytuacji nie będzie mowy o utrzymaniu jakikolwiek reżimów związanych z tzw. pandemią. Pytanie też, czy pewne ośrodki siły w tym samym czasie, a mianowicie wiosną nie wygenerują kolejnych fal uchodźczych z Afryki.

Ewentualna destabilizacja Europy Wschodniej doprowadzi też do związania sił Stanów Zjednoczonych na tych kierunkach poprzez wymuszone zwiększenie kontyngentów militarnych w Europie, a właśnie oto chodzi przede wszystkim Chinom.

Wojna na Ukrainie spowodowałby także spore napięcia w Polsce. Z dużym prawdopodobieństwem należy założyć, iż województwo Podkarpackie i Lubelskie objęte zostałoby stanem wyjątkowym. Tutaj zapewne dotarłyby także tysiące żołnierzy niektórych państw NATO oraz zgodnie z zapowiedziami USA właśnie tutaj powstawałyby ośrodki i bazy wypadowe ukraińskich sił zbrojnych.

Pytanie, na czym powinno zależeć Polsce? Dla strategów Zachodu jest jasne, iż Ukraina nie jest w stanie obronić całego swojego terytorium. Wojska NATO także nie wejdą w jej obronie bezpośrednio do walki, co wielokrotnie deklarowali zachodni przywódcy. Z dużym prawdopodobieństwem należy założyć, iż celem Moskwy nie jest przejęcie centralnej i zachodniej Ukrainy.

Pytaniem zasadniczym jest czy za kilka miesięcy rozgorzałe konflikty, a może nawet wojny w Azji nie spowodują zmiany podejścia Zachodu do Ukrainy oraz upadek zainteresowania jej losami. Dzisiaj już nikt nie stawia na ostrzu noża kwestii przynależności Krymu, a minęło zaledwie sześć lat od jego zajęcia przez Rosjan.

Historia zmian sojuszów, w XX w. w Europie powinna nas nauczyć tego, iż były one bardzo zmienne, nawet w czasie trwania wojny. Wiele państw przechodziło w pewnym jej etapie na drugą stronę. Czy tak się stanie z Ukrainą? Może to być np. związane z tym, że Zachód będzie potrzebował, co najmniej neutralnej Rosji w razie wojen w Azji. Przyszłe procesy demograficzne i konfiguracje gospodarcze mogą i zapewne wymuszą zmiany sojuszów. Po kilku latach dla wielu państw będą leżały na stole tylko interesy, które należy zrobić a nie te, które nie wyszły w przeszłości. Takie scenariusze pokazuje życie.

Należy tu postawić pytanie, czy Polska powinna w obecnej sytuacji grać pełnią swoich możliwości, czy też powinna zostawić sobie pole do rozmów w już zmienionej rzeczywistości? Nie zawsze życzenia i oczekiwania w polityce są tożsame z realną polityką.

źródło fot. unsplash.com

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy