Edukacja seksualna w polskiej szkole.

Co trzeba wiedzieć, aby przestać krzyczeć i zacząć rozmawiać.



Nie znam się, ale się wypowiem. To częsta postawa milionów Polaków, towarzysząca rozmowom o polityce, zdrowiu, prawie czy budownictwie. Nie inaczej jest w przypadku elektryzującego opinię publiczną tematu edukacji seksualnej w szkołach. Wywołuje on silne emocje i nieodpartą chęć wypowiedzenia swojego poglądu w ramach sporów toczonych w polskim społeczeństwie od kilku lat.

Jeżeli ktoś chce, aby jego zdanie w tej awanturze coś znaczyło, to powinien upewnić się, czy wie, o czym mówi. W moim tekście postaram się przedstawić podstawowe informacje o tym zagadnieniu i pokazać podstawy konstruktywnej dyskusji.


Po co ten tekst


Z góry uprzedzam, że celem niniejszej wypowiedzi nie jest narzucanie czy przekonywanie kogokolwiek do mojego poglądu na to, jak edukacja seksualna powinna wyglądać. Postaram się wręcz w żadnym fragmencie nie zdradzać mojego poglądu na tę sprawę. Zależy mi natomiast, aby przedstawić to, jak aktualnie wygląda sprawa edukacji seksualnej w polskim modelu oświaty. Uważam, że jest to dobry moment na taki wywód, gdyż chwilowo temat został przykryty w debacie publicznej innymi, a emocje z nim związane nieco opadły. Być może ta chwila oddechu pozwoli na przekazanie wiedzy, która podniesie poziom merytoryczny debaty publicznej w tym zakresie.


Edukacja seksualna CZY Wychowanie seksualne?

W rozmowach na temat edukacji seksualnej bardzo często zamiennie stosuje się pojęcie wychowania seksualnego. Nawet sam ustawodawca zdaje się mylić te pojęcia na różnych poziomach wprowadzanych regulacji

o czym niżej. Aby je odróżnić i uporządkować słownictwo, którym będziemy się posługiwali, musimy sięgnąć do podstaw prawa oświatowego i wskazać trzy główne funkcje szkoły. Są to: edukacja, wychowanie i opieka. Każda z tych funkcji podlega innym uregulowaniom, w różny sposób określa uprawnienia państwa i rodziców, wreszcie różny jest ich cel. W debacie o edukacji seksualnej istotne znaczenie mają dwie spośród wspomnianych funkcji: edukacyjna i wychowawcza. Zrozumienie tej kwestii ma fundamentalne znaczenie dla poznania tematu.

Celem funkcji edukacyjnej szkoły jest przekazywanie dzieciom i uczniom wiedzy. To, jaka wiedza ma być przekazywana, określają podstawy programowe. Są one obowiązującym prawem, gdyż znajdują się w rozporządzeniu ministra wydanym na podstawie ustawy. Dlatego też realizowanie przez szkołę – lub nie – podstaw programowych, polegające na przekazywaniu określonych tam treści i ewentualne rozszerzanie ich o treści z nimi niesprzeczne, jest traktowane jako stosowanie i przestrzeganie prawa.

Złamaniem prawa jest więc brak realizowania przez szkołę podstawy programowej, jak i przekazywanie treści, które są z nią sprzeczne – niezależnie od tego, czy osobą odpowiedzialną jest nauczyciel, czy też inna osoba, która została dopuszczona do prowadzenia zajęć z uczniami.



Poza obszarem tworzenia prawa – podstaw programowych (a i tu w bardzo ograniczony sposób), rodzice nie mają narzędzi do zablokowania możliwości przekazywania przez szkołę swoim dzieciom wiedzy zawartej w podstawach programowych. Wiedza ta wręcz ma być przekazywania w określonym zakresie obowiązkowo – wynika to z istnienia obowiązku szkolnego i nauki.

Często powoływane, konstytucyjne prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnym światopoglądem dotyczy wychowywania, a nie treści edukacyjnych. Dla przykładu rodzic, jeżeli jest płaskoziemcą, nie może zabronić dzieciom uczenia się na geografii o kulistości ziemi.


Celem funkcji wychowawczej szkoły jest natomiast co innego – kształtowanie dzieci i młodzieży w duchu celów systemu oświaty, ale z uwzględnieniem praw rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnym światopoglądem. Zasady wykonywania przez szkołę funkcji wychowawczej określa dokument zwany programem wychowawczo-profilaktycznym. Program ten jest corocznie uchwalany przy wydatnym udziale rady rodziców i jest daleko zindywidualizowany w przypadku każdej szkoły. Wynika to z konieczności dostosowywania treści wychowawczych do rzeczywistych potrzeb w tym zakresie. Wspomniana w przypadku funkcji edukacyjnej szkoły jednolitość przekazywanej wiedzy ma znaczenie takie, żeby każda szkoła, realizując zasadę powszechnego i równego dostępu do edukacji, uczyła tego samego. Natomiast w przypadku funkcji wychowawczej, inne będą do rozwiązania problemy dzieci wiejskich, a inne wielkomiejskich; inne na terenach zamożnych, a inne na terenach ubogich; inne zagrożenia w otoczeniu rolniczym, a inne industrialnym. Dlatego też większa jest w przypadku tej funkcji szkoły różnorodność i większa – bo odzwierciedlająca konstytucyjne prawa – rola rodziców.

Zrozumienie różnic pomiędzy wspomnianymi sferami pozwala w łatwy sposób uporządkować również pojęcia edukacji seksualnej i wychowania seksualnego.

Edukacja seksualna powinna skupiać się na przekazywaniu wiedzy z zakresu seksualności człowieka, a wychowanie seksualne mówić, jak człowiek ma tę wiedzę wykorzystywać.


W tym modelu oświatowym wiedza przekazywana w ramach edukacji seksualnej powinna skupiać się na podejściu naukowym, znajdując się np. w obrębie zagadnień z przedmiotu biologia. Nie powinna natomiast dotyczyć kwestii społecznych, gdyż wkracza to w sferę mnogości teorii, sporów światopoglądowych i wychowania, zastrzeżonych konstytucyjnie dla rodziców, którzy mogą, ale nie muszą, scedować część wychowania w tym zakresie na szkołę – przez program wychowawczo-profilaktyczny.


Brak konsekwencji ustawodawcy tworzy pole do konfliktów


Gdyby przedstawiony wyżej model oświatowy był konsekwentnie realizowany, to konflikt o edukację seksualną w szkołach nie miałby racji bytu.

W szkole istniałaby nazwana po imieniu edukacja seksualna, oparta o wiedzę z zakresu biologii, a poza szkołą lub fakultatywnie w szkole – na zasadach dobrowolności – istniałoby wychowanie seksualne, które według konstytucyjnego prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnym światopoglądem, mogłoby w stosunku do danego dziecka opierać się na siatkach pojęć, koncepcji i wzorców zachowań od nauczania Kościoła, aż po koncepcje środowisk LGBT.

No dobrze, ale na konkretnym przykładzie. Gdzie np. w takim systemie umiejscowić uczenie o antykoncepcji czy chorobach wenerycznych. W opisanym modelu taka wiedza winna być przekazywana w szkole, w ramach edukacji seksualnej z przedmiotu biologia, gdyż ściśle wiąże się z procesem rozmnażania i funkcjonowania ciała człowieka. Z kolei kwestie przemocy seksualnej, uwarunkowań kulturowych związanych z płcią, czy zachowań seksualnych w kontekście społecznym i kulturowym, powinny już pozostawać w sferze wychowawczej, pod ścisłą narracją rodziców; z możliwością delegowania tej funkcji na szkołę. Oczywiście tylko na zasadzie dobrowolności. Takie rozwiązanie z jednej strony zagwarantowałoby powszechne przekazywanie dzieciom i młodzieży niezbędnej wiedzy, ale z drugiej uszanowałoby konstytucyjne prawa rodziców do wychowania dzieci.

Powyższy model, w kolejnych latach (nie)racjonalny ustawodawca, burzył jego logiczny porządek, wbrew pierwotnej strukturze.

I tak, podstawy programowe zawierają przedmiot wychowanie do życia w rodzinie. Już sama nazwa wskazuje, że funkcja edukacyjna szkoły jest tu mieszana z wychowawczą.

O ile zrozumiałym jest, że Konstytucja RP nakłada na państwo obowiązek otaczania szczególną opieką rodziny, to niespójnym z obowiązującym modelem edukacyjnym jest czynienie z treści wychowawczych treści edukacyjnych. Treści takie powinny znajdować się w programie wychowawczo-profilaktycznym szkoły, gdzie uwzględniałyby światopogląd rodziców. Z zastrzeżeniem, że program taki nie może być sprzeczny z obowiązującym prawem, a w szczególności z konstytucją. Ustawodawca mógłby też narzucić obligatoryjną część postanowień takiego programu, w zakresie celów i obowiązków państwa np. co do pożądanych postaw społecznych.  Mógłby również przewidzieć odpowiedni wymiar czasowy do jego realizacji. Gdyby rozwinąć tę sferę działalności szkoły, to możliwe byłoby odideologizowanie wiedzy przekazywanej na lekcjach.

Niestety aktualna sytuacja, będąca karykaturą pewnego modelu edukacyjnego, jest pożywką dla obu stron sporu światopoglądowego.

Od wykrzykiwania, że w polskiej szkole nie ma edukacji seksualnej (co jest nieprawdą), po apokaliptyczne wizje, że w polskiej szkole edukacja seksualna jest poza wszelką kontrolą, robiona wyłącznie przez edukatorów ze środowisk LBGT (co również jest nieprawdą).


O co chodzi z tymi sexedukatorami?


Zasadą w polskiej szkole jest, że pracę edukacyjną z dziećmi i młodzieżą wykonuje nauczyciel, realizując podstawę programową. Zgodnie z


Art. 86. [Organizacje społeczne działające w szkole] – Prawo oświatowe

1. W szkole i placówce mogą działać, z wyjątkiem partii i organizacji politycznych, stowarzyszenia i inne organizacje, a w szczególności organizacje harcerskie, których celem statutowym jest działalność wychowawcza albo rozszerzanie i wzbogacanie form działalności dydaktycznej, wychowawczej, opiekuńczej i innowacyjnej szkoły lub placówki.
2. Podjęcie działalności w szkole lub placówce przez stowarzyszenie lub inną organizację, o których mowa w ust. 1, wymaga uzyskania zgody dyrektora szkoły lub placówki, wyrażonej po uprzednim uzgodnieniu warunków tej działalności oraz po uzyskaniu pozytywnej opinii rady szkoły lub placówki i rady rodziców.


Przepis ten jest niestety nagminnie łamany przez dyrektorów szkół i organy prowadzące.

Dyrektorzy szkół nie dopilnowują procedury uzgodnienia warunków działalności organizacji zajmującej się w ramach swoich celów edukacją lub wychowaniem seksualnym, nie informują o tym rodziców i nie uzyskują wymaganych opinii.

Organy prowadzące natomiast naciskają na dyrektorów, aby takie zajęcia przeprowadzać. Może to być związane z uwarunkowaniami politycznymi w poszczególnych jednostkach samorządu terytorialnego.

Prawa rodziców, a w szczególności prawo do wychowywania dzieci zgodnie z własnym światopoglądem, są w tym zakresie łamane. Rodzice nie dowiadują się z wyprzedzeniem, że dane zajęcia są planowane, a po ich przeprowadzeniu mogą najwyżej pisać skargi do organów nadzoru w oświacie. Organy te mają z kolei mocno zawężony katalog środków prawnych i sankcji, jakich mogą użyć wobec łamiących prawo.

Na tym gruncie trwają prace legislacyjne co do wprowadzenia zmian w powołanym art. 86 Prawa oświatowego tak, aby uczynić działalność organizacji pozarządowych w szkołach bardziej transparentną i lepiej nadzorowaną. Z kolei rodziców należy uzbroić w narzędzia umożliwiające ochronę ich konstytucyjnych praw.

Niestety biorąc pod uwagę emocje, jakie towarzyszą tej kwestii, a także jakość polskiej legislacji, mam bardzo poważne obawy co do tego, jaki kształt będzie miało nowe uregulowanie.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy