Dlaczego Polacy nie znają swojej historii? Część 1.

„Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość.” – George Orwell, Rok 1984

11 lipca 2021 roku minęła prawie niezauważona przez media 78 rocznica „Krwawej Niedzieli” na Wołyniu. W dniu tym doszło do równoczesnego ataku Ukraińców na prawie 100 polskich miejscowości i rzezi ich cywilnych mieszkańców od dziecka w kołysce do starca. W głównych programach TV poza krótkimi komentarzami w dziennikach, nie pojawił się żaden film dokumentalny zbrodnię. 

A przecież są takie filmy – jak choćby bardzo dobry dokument z roku 2019 w reżyserii pani Katarzyny Underwood z IPN w Gdańsku pod tytułem „Zmarłych Pogrzebać”. Ostatni świadkowie mordu opowiadają w nim swoje traumatyczne przeżycia. Emisja odbyła się dopiero wieczorem 13 lipca na kanale TV Historia. Bez wcześniejszej zapowiedzi czy reklamy ograniczyło to odbiorców do minimum. 

Co gorsza, główne obchody wypadającego w tym dniu Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa ustanowionego na mocy uchwały Sejmu RP zostały wyznaczone przez władze na godzinę 20.00. Do tego w bardzo oddalonym od centrum Warszawy miejscu, gdzie mieści się pomnik upamiętniający Rzeź Wołyńską. O tej godzinie starsi ludzie nie mogli się tam zjawić, a młodzi oglądali finałowy mecz Euro 2020. Czy dąży się do tego, żeby Polacy zapomnieli?

Brak rzetelnej wiedzy o historii własnej ojczyzny oznacza odcięcie się od doświadczeń naszych przodków. To z kolei grozi tym, że zostaniemy zmanipulowani i wykorzystani wbrew naszym interesom. Polacy mieli w toku swych dziejów wiele tragicznych rozdziałów. Każdy z nich pozostawił, a przynajmniej powinien, jakąś przestrogę na przyszłość. Tym razem wolą rządzących Polacy mają o tej przestrodze zapomnieć. Dzieje się tak już po raz drugi w ciągu ostatnich 100 lat. Prawda historyczna przegrywa z bieżącą polityką. 

A może jak, pisał Kornel Makuszyński w „Radosne i smutne” w roku 1922, po rzezi w Galicji, że Polacy mają to szlachetne, jedyne jakie jest piękne, kalectwo duszy, że nie umiemy nienawidzić”. Wszystko zapominamy, nie reagujemy, nie protestujemy, gdy dzisiaj u sąsiada odzywają się i wspierane są przez ukraińskie państwo najstraszniejsze demony przeszłości, które sprowadziły na Polaków w przeszłości tyle nieszczęść! Czyżby, jak twierdzą niektórzy, odezwały się po raz kolejny samobójcze tendencje naszego narodu? 

Pamięć o niewyobrażalnym okrucieństwie

Bez wątpienia Rzeź wołyńsko-małopolska była jednym z najpotworniejszych wydarzeń w całej naszej najnowszej historii. Objęła swoim zasięgiem aż siedem województwach II Rzeczpospolitej, spowodowała śmierć i nieszczęście setek tysięcy naszych rodaków. Na Wołyniu nie pozostała w komplecie praktycznie żadna rodzina. Podobnie było w wielu innych województwach. Mord, wypędzenie, wykorzenienie – ta trauma niesie się przez pokolenia. 

Niestety instytucje państwowe nie robią prawie nic by przybliżyć wiedzę o tej martyrologii wszystkim Polakom. Próżno szukać o nich wiedzy w podręcznikach – choćby, jako przestrogi. Świat do dziś nie zna ani rozmiarów, ani potworności tej zbrodni, a i w Polsce kwestia ta jest przemilczana. Na przeszkodzie w ujawnieniu PRAWDY staje bowiem POLITYKA.

Fot. Błozew Górna, pow. Dobromil.  Na fotografii Maria Grabowska z d. Suchaj, lat 25 z córeczką Krystyną lat 3 zamordowane przez bojówkarzy z UPA w dniu 10.11.1943 r. | Źródło: Zbiór rodzinny Heleny Kobierzyckiej, w zbiorach SUOZUN Wrocław.

To nie pierwsze ludobójstwo – historia lubi się powtarzać

Okrutne rzezie dokonywane na Polakach w województwach wschodnich Rzeczypospolitej przez miejscową ludność ruską mają długą i mroczną tradycję. Drastyczne metody zabijania stosowane były tam od wieków. 

Wiek XVII wraz z buntem Chmielnickiego ujawnił ogrom okrucieństwa skierowanego przeciw Polakom i Rzeczypospolitej. Towarzyszące mu pogromy dotknęły cały obszar cywilizacji łacińskiej. Ze szczególną zajadłością mordowani byli szlachcice, księża rzymskokatoliccy, a także żydzi. Liczbę ofiar tego ludobójstwa szacuje się na 150-200 tysięcy. Województwa kresowe zostały wyludnione. 

Nazajutrz po klęsce wojsk polskich pod Batohem, 2 czerwca 1652 roku, Bohdan Chmielnicki rozkazał wymordować polskich jeńców uzasadniając to słowami: „Zdechły pies nie kąsa”. Zaprotestowali Tatarzy krymscy, którzy w swoich obozach ukrywali i ocalili niektórych Polaków licząc na okup. Chmielnicki odrzucił sprzeciw Tatarów. Pułkownicy kozaccy wykupili jeńców. Okrutna egzekucja wojskowej elity szlacheckiej trwała dwa dni. Wymordowano od 3500 do 5000 (zależnie od źródła) najlepszych polskich żołnierzy i oficerów. Związanych jeńców po kilku wyprowadzano na wyznaczony plac (majdan), na którym podrzynano im gardła lub ścinano głowy, niektórych zakłuwano pikami. Kaźń odbywała się w obecności pozostałych, czekających na swoją kolej. Okaleczonych zwłok nie grzebano. Zbrodnia ta nazywana jest „sarmackim Katyniem”. 

Fot. 2 Rzeź jeńców pod Batohem. 
Źródło: Wikimedia Commons/dp 

Kolejny akty dramatu rozegrały się wieku XVIII. Wówczas to na arenę dziejów weszli tytułowi bohaterowie poematu Szewczenki „Hajdamaki”, którzy kierowali antypolskim ruchem w chwili słabości Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Pod ich nożami zginęło ok. 200 000 ludzi na Ukrainie, Podolu, południowo-wschodnim Wołyniu. W samym Humaniu w 1768 roku okrutnie wymordowano prawie całą ludność (w większości polską i żydowską) liczącą 20 tys. Z pochwyconych zdzierano żywcem pasy skóry, wkopywano ich w ziemię, a potem ich głowy koszono kosą, rozpruwano brzuchy, a dziećmi wypełniono 3 studnie. Przy gościńcach wznoszono szubienice, na każdej wisiał polski szlachcic, ksiądz, Żyd i pies a nad nimi był umieszczany napis: Polak, Żyd i pies – jedna wiara” („Lach, Żyd i sobaka to wira odnaka”). 

Wywodzący się z kozackiego rodu pisarz rosyjski Mikołaj Gogol, dał upust swojej nienawiści do Polaków w powieści „Taras Bulba”. Aż roiło się tam od przerażających scen przemocy i okrucieństwa: „…nie szanowali kozacy ani panienek o czarnych brwiach, ani dziewczyn o białych piersiach i jasnych licach; przy samych ołtarzach nie mogły się one poratować, palił je Taras wraz z ołtarzami. Nie jedne białe jak śnieg ręce podnosiły się do niebios z płomieni ognia, towarzyszyły im wołania o litość, które poruszyłyby ziemię i pochyliłyby w dół stepowe trawy z litości. Lecz nie przejmowali się tym płaczem kozacy, podnosili na ulicach na włóczniach ich niemowlęta i rzucali je w ogień ….” Liczba ofiar hajdamaków to ok. 200 tysięcy istnień.

Kto z dzisiejszych młodych Polaków o tym w ogóle wie? Kto czytał poemat naszego wieszcza Juliusza Słowackiego „Sen Srebrny Salomei” – gdzie w poetyckiej narracji opisane są barbarzyńskie czyny hajdamaków, w tym zabicie dzieci dziedziczki przez odcięcie im główek i rozprucie jej brzemiennego brzucha, gdzie w miejsce płodu wsadzono szczenię?

Dzisiaj na Ukrainie powstają panteony przywódców tej rzezi – Iwana Gonty (który zamordował swoją żonę Polkę i dwóch zrodzonych z niej synków) i Maksyma Żeleźniaka. Straszni to bohaterowie – mordercy, opisywani w poemacie Szewczenki „Hajdamacy”. Dlatego poeta ten nie powinien mieć w Polsce (a ma) upamiętnień, ulic czy placów. 

Fot. Monument dla Iwana Gonty i Maksyma Żeleźniaka (przywódców ruch hajdamackiego) odsłonięty 5 grudnia 2015 roku w Humaniu na Ukrainie. Zdjęcie nie obejmuje ogromnego, kilkumetrowego cokołu. 
Źródło: www.ridna.ua, 23.11.2015.

Fot. IPN.gov.pl

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy