Czy kolorowa aureola to tylko niewinny symbol?

Trzy aktywistki ruchu LGBTQ+ uniewinnione. Chodzi o sprawę karną przeciwko Elżbiecie Podleśnej, Annie Prus i Joannie Gzyry-Iskander. Kobiety zostały oskarżone o obrazę uczuć religijnych poprzez rozklejenie wokół Kościoła św. Dominika w Płocku, nalepek z przerobionym wizerunkiem Matki Boskiej w tęczowej aureoli. Nieprawomocny wyrok zapadł w Sądzie Rejonowym w Płocku. Strona skarżąca zapowiedziała już złożenie apelacji od wyroku.

Na podstawie znanych już ustnych motywów rozstrzygnięcia zaprezentowanych przez orzekającą w sprawie sędzię Agnieszkę Warchoł (prywatnie w związku z Mariuszem Pogonowskim, płockim radnym, wybranym z listy KO, który jest znany z aktywnego wspierania środowiska LGBT) warto podnieść kilka dość istotnych w sprawie kwestii.

Na wstępie nasuwa się pytanie: czy sędzia, nie pozostawała w stanie wyłączającym jej bezstronność i obiektywizm, a w związku z tym czy nie zachodziła podstawa jej wyłączenia od orzekania we wskazanej sprawie? W takim przypadku dotychczasowe postępowanie mogłoby być obarczone bardzo poważną wadą proceduralną. Dlaczego również nie powołano w tej sprawie biegłego, co jest przecież stałą praktyką w podobnych przypadkach?  

Symbol tęczy składającej się z siedmiu kolorowych elementów od wieków oznacza znak Przymierza, symbol Bożej sprawiedliwości i miłosierdzia. Cyfra 7 jest w tym przypadku zarówno symbolem doskonałości i kompletności Boga oraz stworzonej przez Niego natury. Jest to bezspornie symbol biblijny, wpisany w kanon religii judaistycznych (nie tylko katolickiej).

W nowotestamentalnej wizji Apokalipsy św. Jana tęcza otacza w niebie tron Boży (Ap 4,3 BT) i widnieje nad głową Chrystusa zstępującego z nieba (Ap 10,1 BT). Jednakże nie jest z nią tożsamym symbol wykorzystywany przez środowiska mniejszości seksualnych od lat 70. XX w., który składa się z sześciu kolorów. 

Według Pawła Jędrzejewskiego, redaktora portalu Forum Żydów Polskich, argument, że jest on zgodny z symbolem biblijnego Przymierza, jest kłamliwy lub co najmniej błędny. Te dwa symbole pozostają bowiem w kulturowym konflikcie. 

W kabalistyce, cyfra 6 jest biblijnym symbolem niedoskonałości, braku pełni. Jest ona przecież wpisana również w apokaliptyczny znak bestii. 

Już bez głębszej analizy, takie jednoczesne zestawienie dwóch symboli: wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej (jedynego w swej postaci obiektu kultu religijnego, uznawanego przez katolików za obraz cudami słynący) z „niby-tęczą” LGBTQ+ (nie zaś symbolem biblijnym) wprowadza wyraźny dysonans (boskość-szatańskość). W tym znaczeniu bowiem zamiast być znakiem porzucania grzechu, staje się symbolem akceptacji dla niego (zniesienie zakazu niemoralnych stosunków seksualnych – Gilui arajot). 

Nie musiał być to więc wprost umieszczony na tym wizerunku akt seksualny między „osobami nieheteronormatywnymi”, który wyłącznie, jak to przyjął w swojej ocenie sąd orzekający, w nauce Kościoła Katolickiego jest uznawany za grzeszny. Czy nie ma to charakteru oczywistego znieważenia wizerunku Matki Boskiej? Doskonale znanego przecież na całym świecie, identyfikującego Polskę, polskich wyznawców religii katolickiej, utrwalonego w pamięci każdego Polaka – nie tylko katolika. Na marginesie warto zastanowić się czy z kolei zawłaszczanie i przy tym celowe zniekształcenie symbolu znanego powszechnie ludzkości, również wyznawcom wielu religii, przez ruchy konkretnych mniejszości – seksualnych, nie nosi oczywistych znamion naruszania praw i wolności innych, wręcz dyskryminacji. W tym przypadku większości przez mniejszość.    

Przy ocenie obrazy uczuć religijnych należy brać pod uwagę przeciętne uczucie wrażliwości, uwzględnić przeważające oceny społeczne. Obraza musi dotyczyć takich zachowań, które powszechnie byłyby odbierane jako znieważające, z uwzględnieniem przekonań panujących w danym kręgu kulturowym, z którego wywodzi się pokrzywdzony. 

W kontekście prezentowanej sprawy duże wątpliwości może wywoływać ton gremialnie powtarzalnych oświadczeń wielu osób, które przesłały je do akt sprawy, wskazując „że taki wizerunek Matki Boskiej nie obraża katolików”. Przedstawiały się one, według sądu jako praktykujący katolicy, katecheci czy duchowni. Czy jednak oświadczenia te zostały zweryfikowane odnośnie autentyczności wyznania ich wystawców? Czy sąd wystąpił również o takie stanowisko do zakonu paulinów, którego przedstawiciele są opiekunami wspomnianego obrazu, a może do innych zgromadzeń zakonnych czy wspólnot świeckich? Na czym oparł swoje stanowisko prezentowane w uzasadnieniu, „że powszechna opinia publiczna wskazuje, że osoby, które nie akceptują tak przerobionego wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej, pozostają w zdecydowanej mniejszości.”

Czy określona, choćby i spora, liczba nadawców oświadczeń adresowanych do sądu, w ocenie tego organu stanowi reprezentatywną próbę stanowiącą odzwierciedlenie „powszechnej opinii publicznej”, prima facie oznaczającej przecież zdanie większości? Ponadto zasadnym staje się pytanie czy akceptacja tak przerobionego wizerunku nie powinna być badana wyłącznie w grupie, z której pochodzą pokrzywdzeni. A więc wyłącznie faktycznych wyznawców religii katolickiej – niebędących „osobami wierzącymi, ale które dawno temu odeszły z Kościoła”. Nie natomiast wśród wszystkich członków polskiego społeczeństwa – składającego się przecież także z wyznawców innych religii, wyznań, ateistów czy agnostyków. 

Ocena sądu w zakresie badania znamion czynu zabronionego nie powinna zarazem obejmować równoczesnych rozważań co „prawa osób nieheteronormatywnych przynależności do Kościoła Katolickiego”, wyrażającego się, zapewne w domyśle, także w uprawnieniu do swobodnego zniekształcania kanonicznego wizerunku Matki Boskiej. 

Nauka Kościoła Katolickiego w odniesieniu do określenia relacji Bóg-Człowiek, Wspólnota Kościoła-Wierny nigdy nie wprowadzała i nie wprowadza także współcześnie żadnych wykluczeni. Przyznał to zresztą w orzeczeniu sam sąd.

Bezsporną, co potwierdził sąd orzekający w uzasadnieniu, pozostaje w sprawie okoliczność celowego umieszczania wlepek przez uniewinnione aktywistki w miejscach publicznych, w taki sposób, aby były zauważalne. Za dodatkowo bulwersujące należy uznać, że takie naklejki zostały umieszczone nawet na śmietnikach i na toalecie publicznej. 

Czy argumentację zaprezentowaną przez sąd niższej instancji podzieli ewentualnie sąd odwoławczy? Na tym etapie trudno o tym przesądzać. Z całą pewnością jednak będzie to kolejne precedensowe orzeczenie zapadające w odniesieniu do kwestii granic „wolności wypowiedzi”, w naszym kraju.  

Z niepokojem jednak można wyobrazić sobie z perspektywy katolików polskich sytuację, w której, sądy krajowe całą linią orzeczniczą zbudowaną w oparciu o podobne orzeczenia uformują przyczółek do wydania kolejnego orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w przedmiocie wolności wyrażania opinii.

Przykłady:

  • wyrok z dnia 5 grudnia 2019 r. w sprawie Tagiyev i Huseynov vs Azerbejdżan, 
  • wyrok z dnia 25 października 2018 r. w sprawie E.S. vs Austria, 
  • wyrok z dnia 17 lipca 2018 r. w sprawie Mariya Alekhina i inni vs Rosja, 
  • wyrok z dnia 30 stycznia 2018 r. w sprawie Sekmadienis Ltd. vs Litwa. 

W ocenie Trybunału, atakowani nawet publicznie wyznawcy religii (każdej), muszą „tolerować i akceptować odrzucenie ich przekonań religijnych przez inne osoby, a nawet propagowanie przez inne osoby przekonań wrogich ich wierze”.

Fot. Screen / Twitter

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy