Bohaterska obrona Lwowa 1918 – cześć 1.

Minęła właśnie, jak zawsze niezauważalnie, kolejna ważna dla Polaków 103 rocznica rozpoczęcia obrony Lwowa przed Ukraińcami w listopadzie 1918 roku.  Jest to jedna z najpiękniejszych kart w historii Polski. Poświęcenie i męstwo bohaterskiej ludności Lwowa, a zwłaszcza młodzieży, pozostaje do dziś niedoścignionym wzorem polskiego patriotyzmu. Młodzi Polacy prawie nic o tych faktach nie wiedzą, bo podręczniki milczą na ten temat. Pamięć o Lwowie i jego dzielnych obrońcach została bowiem skazana na zapomnienie.

Jak doszło do ataku na Lwów?

W momencie rozpadu monarchii habsburskiej, Ukraińcy – korzystając z pomocy austriackich władz wojskowych, znaleźli się w posiadaniu, na trenie Lwowa i Galicji wschodniej, poważnych sił zbrojnych demobilizującej się armii i dużych zapasów broni. Przykładem świadomego działania zaborcy na rzecz Ukraińców było ściągnięcie do Lwowa pułków armii austriackiej złożonych w znacznej mierze z Ukraińców, podczas gdy polskie pułki odsyłane były na inne, dalekie placówki.

Wszystkie te działania wynikały z obietnicy dotyczącej ścisłego związania przyszłego państwa ukraińskiego z habsburską monarchią. Pozwoliło to Ukraińcom w nocy z 31 X na 1 XI 1918 opanować Lwów, a potem całą wschodnią część Galicji. Od tego momentu rozgorzały we Lwowie wielodniowe walki, bowiem w polskich oczach i duszach był to skrytobójczy zamach na naszą odradzająca się po zaborach Ojczyznę.

Reakcja Polaków

Lwowscy Polacy zareagowali samorzutnie z niebywałą determinacją i ofiarnością. Podobnie silna była na wieść o opanowaniu Lwowa przez Ukraińców reakcja ludności reszty ziem polskich, od krakowskiej poczynając na odległym poznańskim kończąc. Każda z tych dzielnic miała w tym momencie swoje poważne problemy – ale odzew był jednoznaczny- trzeba nieść odsiecz!

Dla Polaków był bowiem Lwów niezbywalną częścią ich Ojczyzny! Lwów był ponad 200 tysięcznym miastem, stolicą całego austriackiego zaboru, liczbą mieszkańców ustępował jedynie Warszawie i Łodzi, zaś jako skupisko polskiej inteligencji oraz centrum kultury mógł z Warszawą śmiało stawać w zawody. Miał też duże znaczenie ekonomiczne, komunikacyjne i wojskowe, a przede wszystkim we Lwowie ludność polska była w znacznej przewadze.

Ukraińskie kalkulacje

Ukraińcom miasto to wydawało się niezbędne do stworzenia przyszłego ukraińskiego państwa, ale sięgając po władzę we Lwowie, ani później nie mieli Polakom nic do zaoferowania. Nie wydaje się by mieli jakikolwiek pomysł na to, co zrobią z Polakami, stanowiącymi przecież w miastach i wielu rejonach Podola większość, ani koncepcji przyszłego sąsiedztwa z odrodzoną Rzeczpospolitą.

Postawili postawić na jedną kartę – siłę zbrojną. Mogli liczyć na pomoc Austriaków i absolutne zaskoczenie Polaków. Uznali, że to powinno wystarczyć do rozprawy z miejscowymi Polakami, a w razie „warszawsko- krakowskiej” odsieczy – pomogą im bracia kijowianie.

Karygodna niefrasobliwość

Trzeba przyznać, że Polacy przygotowując się do odzyskania niepodległości i dyskutując o przyszłym ustroju i reformach zapomnieli, o podsycanych od lat przez Niemców i Austriaków ukraińskich aspiracjach narodowych. Dlatego nie przygotowali się do obrony i nie podjęli na czas żadnych działań politycznych, propagandowych, organizacyjnych, wojskowych, a nawet wywiadowczych by rozeznać się co do ukraińskich planów ataku.

Do rangi symbolu urósł fakt, że Wincenty Witos, wówczas nieoficjalny premier Galicji jako prezes PKL w Krakowie – na skutek „niepokajanych wieści” przybył do Lwowa i spędził tam cały dzień 31 października na rozmowach z lwowskimi prominentami. Uspokojony wsiadł do nocnego pociągu do Krakowa, by rano na dworcu dowiedzieć się, że nad ranem Ukraińcy opanowali namiestnictwo, ratusz, szereg urzędów, a potem niemal cały Lwów.

Niestety do podobnych zaniedbań w dziedzinie wywiadu doszło w czasie II wojny światowej, co doprowadziło do hekatomby ludobójstwa Polaków na Wołyniu i w Małopolsce wschodniej. W materiałach wywiadu naszego podziemia z okresu poprzedzającego ukraiński atak przesyłanych do Londynu, nie znajdziemy jakichkolwiek wzmianek o strasznym zagrożeniu polskiej ludności które czyha z ich strony.

W opanowanym Lwowie wybucha powstanie

1 listopada budzący się Lwów powitały regularne ukraińskie warty i patrole na ulicach i żółto – niebieski flagi łopoczące na wietrze. Szok Polaków był nieprawdopodobnie silny. Przecież tu już miała być Polska! Reakcja lwowiaków była natychmiastowa. Wybucha powstanie. Bez żadnej odezwy, komendy, organizacji.

W dwóch miejscach – przy szkole Sienkiewicza i Domu Techników – jeszcze przed południem zaczęły gromadzić się grupki Polaków z pojedynczymi sztukami broni. Po południu podobne grupy skupiały się na Dworcu Czernowieckim, Lewandówce, Rzęśnie Polskiej oraz łobuzerskim Kleparowie i Zamarstynowie. Przywódcami tych luźnych oddziałów byli nieliczni oficerowie i podoficerowie legionowi, niektórzy powiązani z Polską Organizacją Wojskową, nieliczni oficerowie polscy z armii austriackiej. Widzimy wśród nich ludzi, o których głośno będzie później w annałach Wojska Polskiego, przyszli generałowie: Stanisław Maczek, Mieczysław Boruta- Spiechowicz, Bernard Mond, Roman Abraham czy późniejszy minister Bronisław Pieracki.

Doskonałą ilustracją jest opowieść gen. Abrahama, który jako młody podporucznik armii austriackiej przebywał wtedy w domu rodzinnym na rekonwalescencji i nie śpieszył się z powrotem do armii austriackiej. 1 listopada rano, nie wiedząc o niczym wyszedł z domu do kiosku po gazetę i papierosy i… wrócił do domu po 3 tygodniach i to tylko po czystą bieliznę. Mimo, że był ubrany po cywilnemu, został okrzyknięty dowódcą przez gromadkę uczniaków, którym odblokował zacięty karabin maszynowy.

Przyłączyła się do nich też grupa żołnierzy z garnizonu Lwowa i rezerwiści. Trzon grup tworzyła jednak młodzież szkolna, harcerska, akademicka. Są tu też dziewczęta rwące się do karabinów i tylko pojedyncze osoby dorosłe. W tym pierwszym okresie, według opublikowanych danych, aż 809 powstańców było w wieku 12-19 lat, a jedynie 22 przekroczyło 49.

To słynne „Lwowskie Orlęta”- których bohaterstwo powinno poznać każde polskie dziecko.

Niebywałe bohaterstwo powstańców

Już do wieczora 1 listopada powstańcom udało się opanować koszary tzw. wóleckie, magazyny kolejowe, gdzie zdobyto broń, a przede wszystkim poruszono do dzieła całe miasto. 2 listopada odbijano kolejne obiekty i odpierano ukraińskie kontrataki. Ludność Lwowa włączyła się w obronę miasta. Powstało też pierwsze dowództwo, a komendę objął kpt. Czesław Mączyński, rezerwista austriacki, nauczyciel gimnazjalny. Polacy umocnili się w niektórych dzielnicach i połączyli je w sieć. Opanowali też okoliczne wzgórza, z których można było kontrolować teren (szczególnie Górę Stracenia).

Front Obrony Lwowa podzielono został na sześć odcinków. Głównym problemem Polaków był brak broni. Jej zdobycie na uzbrojonych Ukraińcach wiązało się jednak z coraz większą ofiarą krwi mieszkańców. Ich położenie pogorszyło się znacznie po dotarciu do Lwowa świetnie wyszkolonych ukraińskich oddziałów Strzelców Siczowych.

Okrucieństwa Ukraińców determinują obrońców

W swoich pamiętnikach pisał o tym Maciej Rataj. Znajdziemy tam opis życia w opanowanym przez Ukraińców Lwowie.

„…lęk miałem przed mołojcami ukraińskimi, którzy patrolowali ulice uzbrojeni od stóp do głów…nierzadko z palcem na cynglu rewolweru i którzy ni stąd ni zowąd rozpoczynali strzelaninę bezładną. Przechodziło się ulicą z tym brzydkim uczuciem, że dostanie się kulę w łeb… ot tak sobie, bez powodu i celu, dla rozweselenia mołojca… ale nie słyszałeś u nikogo, czy to był „burżuj” czy „proletariusz”- niechby już zostawili Ukraińcom miasto. Zapanowała jakaś zawziętość, zapamiętałość… niech się co chce stanie, Lwowa nie damy Ukraińcom! Wzmagali tę zapamiętałość sami Ukraińcy przez swoje brutalne, niekiedy bestialskie postępowanie…

Pod koniec walk obrońcy Lwowa dysponowali oprócz karabinów 25 ckm-ami, 9 działami, 33 samochodami, 568 końmi oraz 3 samolotami – wszystko to zdobyli na Ukraińcach. Samoloty okazały się wkrótce przydatne, bo dzięki nim nawiązano łączność z resztą kraju, atakowano też przy ich pomocy ukraińskie stanowiska. Na lwowskim lotnisku też po raz pierwszy zastosowano, jako znak rozpoznawczy polskiego lotnictwa wojskowego biało-czerwoną szachownicę.

Źródło fot. https://www.mpolska24.pl/

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy