AGROunia, czyli generalnie jesteśmy przeciw

AGROunia, co rusz protestuje. A to drogę zablokują, a to coś wysypią. Ale przecież nazwa zobowiązuje. Jesteśmy w Unii i stąd to eldorado.

Warto w tym kontekście prześledzić problemy chłopskie w czasach realnego socjalizmu i we współczesnej Polsce. Dekret o przeprowadzeniu reformy rolnej z dnia 6 września 1944 roku był pierwszym krokiem ku radykalnym zmianom w rolnictwie na terenie Polski po drugiej wojnie światowej. Reforma była określana, jako „konieczność państwowa i gospodarcza”.

Komunistyczna koncepcja rolnictwa, opierała się na pomyśle, w której chłopi nie powinni posiąść ziem ornych na własność. Chłop miał być bez własności ziemskiej i robotnikiem najemnym, rządzonym przez partię. Częściowo plan się powiódł na tzw. Ziemiach Odzyskanych Zachodnich, 65 % użytków rolnych zajmowały PGR-y. W 1989 roku PGR-y zatrudniały 435 000 osób. Łącznie z rodzinami był to około 2 miliony osób. Ludność zamieszkała w 6 000 specjalnych osiedli.

Dziś, gdy mówimy o byłych obszarach popegeerowskich, mamy do czynienia z pokoleniem odrzuconych – underclass. Opinia publiczna dowiadywała się, że już w latach 50-tych ich świat był ukazywany, jako niezrozumiały i ponury, a mieszkający tam ludzie, jako prymitywni, niedbający o estetykę otoczenia. W pracy Eweliny Szpak „Między osiedlem a zagrodą. Życie codzienne mieszkańców PGR – ów”, pojawia się student wizytujący.

Wspomina: „Spodziewałem się zastać ludzi głupich, zapitych, z którymi w ogóle nie można porozmawiać. Chociaż najczęściej rozmawiają o stosunkach panujących w PGR i o zarobkach, to czasem interesują się innymi sprawami, np. polityką. Mają swoisty pogląd na świat. Prawdą jest, że prawie wszyscy bardzo piją”. 

Stereotypów i mitów, dotyczących wsi i rolnictwa jest sporo, a powodują po dziś dzień niemało nabrzmiałych emocji. Udaną próbę ukazania stereotypu: „na wsi żyje się lepiej niż w mieście” wykazała socjolog Krystyna Lutyńska, która przeprowadziła badania wśród robotników jeszcze w czasie PRL-u, z których jasno wynika, wyższość wsi nad miastem. Odpowiedzi robotników były następujące:

  • mają własną żywność („nie stoją w kolejkach”),
  • mają mieszkania („mieszkają w willach”),
  • mają przedmioty luksusu („nie mają kłopotów z kupnem artykułów pierwszego użytku”),
  • mają własność i są niezależni („maja swobodę, są wolni i nie mają szefów”),
  • są uprzywilejowani („państwo ulega chłopom – dobrze im płaci”),
  • praca na wsi jest teraz łatwiejsza („nic teraz chłop nie robi sam – wszystko maszynami”),
  • chłopi sprzedają żywność na lewo i bardzo drogo („żerują na robotnikach”),
  • żyją w dobrobycie („mają pieniądze, żyją jak w raju”).

Oczywiście tego obrazu nie mogli podzielać sami rolnicy.

Choć z drugiej strony, badań socjologicznych przeprowadzonych jeszcze na początku lat 90 – tych wynika, iż czterech na pięciu rolników indywidualnych uważa, że najlepszym okresem dla nich były lata 70-te. Jak to teraz pogodzić, gdy nastały czasy wolnego rynku, z mentalnością o patronacko – klientalistycznym podejściem do rzeczywistości społeczno – ekonomicznej?

Przyjrzyjmy się tylko artykułom prasowym z okresu wchodzenia do UE, które mówią wiele o obrazie polskiego rolnictwa:

-„Między Gwadelupą a Brazylią”, Wprost, 13.05.2001,

-„Kombajn Europa”, Polityka, 23 lutego 2002,

-„Zrobieni w ziemię” Wprost, 15 września 2002,

-„Pomoc niezależna od produkcji”, Rzeczpospolita, 27.06.03,

-„Rośnie „świńska górka”’, Rzeczpospolita, 12.06.03,

-„CAP zdycha!”, Wprost, 06 lipca 2003,

-„Za dużo biurokracji”, Rzeczpospolita, 13.11.03,

-„Kwadratura świńskiej górki”, Wprost, 06 lipca 2003,

-„Mniej gospodarstw, więcej działek”, Rzeczpospolita, 02.02.04,

-„Inwestycje w skansen”, Wprost, 13 czerwca 2004,

-„Jak oszukuje się unijny budżet rolny”, Gazeta Wyborcza, 22-09-2004,

-„Jak się kantuje w Unii Europejskiej”, Gazeta Wyborcza, 21-09-2004,

-„Wspólna polityka bogatych”, Rzeczpospolita, 07.11.2005,

-„Kosztowny nadmiar mleka”, Rzeczpospolita, 10.01.2006,

-„Nie dotujmy rolnictwa”, Gazeta Wyborcza, 04.08.05,

-„Cel: mniej rolników”, Rzeczpospolita, 13.09.06,

-„Rolnictwo doi podatników” Rzeczpospolita, 06.09.06,

-„Dlaczego wszyscy płacą za rolników. Rolnicy powinni płacić podatki”, Gazeta Wyborcza, 28.05.07,

-„Rolnikom rośnie, fiskusowi nie”, Rzeczpospolita, 07.08.07,

-„Jałmużna dla obszarnika”, Wprost, 22.10.06,

-„Kto dopłaci do rolnictwa” Rzeczpospolita, 29 czerwca 2005,

-„Żywność dla idiotów”, Wprost 27/2007.

Do tego w dalszym ciągu wyłania się obraz biednego, pijanego, leniwego i zacofanego rolnika – taki jest w wielu głowach obraz polskiego rolnika. Socjolog wsi Barbara Fedyszak-Radziejowska niejednokrotnie przytaczała wypowiedzi znanych intelektualistów i polityków wypowiadających się na temat polskiej wsi z nieskrywaną pogardą: „Polska wieś i rolnicy przestają być atrakcją, gdy sprawy toczą się tak, jak powinny. Sukcesy nie są w Polsce medialne. Rolnicy znacznie lepiej „sprzedają się” w roli kozła ofiarnego polskiej transformacji, czyli „kłopotliwej klasy” do funkcjonowania w ramach wolnego rynku i tęskniącej do opiekuńczej rzeczywistości PRL”.

W okresie transformacji zadawano pytanie: Czy nasz „powrót do Europy” najbardziej opóźnia zacofana polska wieś? Zdaniem Barbary Fedyszak-Radziejowskiej, prowadzącej badania sytuacji na polskiej wsi, jest odwrotnie.

Polska wieś jest dzisiaj bliżej Europy niż wielu krytyków jej zacofania. Potrafiła skorzystać z większości szans, jakie stworzyła integracja europejska – począwszy od otwarcia rynku dla polskich produktów, aż po wykorzystanie funduszy przystosowawczych i pomocowych. Mobilnie składa wnioski, a prawie połowa właścicieli gospodarstw o powierzchni powyżej 15 hektarów myśli o inwestycjach w gospodarstwo rolne i w gospodarstwo domowe.

Na szczęście wiejskie rozgoryczenie minęło. I żyje się lepiej po wejściu do Unii Europejskiej – mówi tak, aż co drugi rolnik. Choć lider AGROunii i sympatycy tej formacji wiedzą swoje lepiej.


Źródło zdjęcia tytułowego: twitter.com/AGROunia_

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy