100 godzin walki z ogniem. Najważniejsze akta miejskie stracone na zawsze

Najbezpieczniejszy, najładniejszy, najnowszy budynek archiwum w Polsce – tak zdaniem o krakowskim archiwum mówili urzędnicy. “Oczko w głowie” prezydenta Jacka Majchrowskiego. A jednak pochłonął 20 km dokumentów. Prawdopodobnie z pogorzeliska nic nie uda się uratować. Krakowianie znaleźli się w bardzo trudnym położeniu. 

Archiwiści patrzą i płaczą

Zjawisko bez precedensu. Z pewnością zapisze się na kartach historii archiwów w Polsce. Być może pod zacnym tytułem: Błędy, które przyczyniły się do zrównania z ziemią archiwum miejskiego w Krakowie. Jakby nie patrząc, po wysłuchaniu opinii świadków, urzędników, prezydenta, wnioski nasuwają się same. 

Dwa lata temu powstało archiwum, które usytuowano w miejscu z trudnym dostępem do wody. W praktyce okazało się to wielkim błędem. Podczas gaszenia pożaru brakowało hydrantów. Woda była dowożona cysternami, węże strażackie rozwijano na kilkaset metrów, co całkowicie zablokowało ruch drogowy na kilka dni. 

Mówiąc wprost, krakowskie archiwum zostało wybudowane tak jakby było niezniszczalne. Jeszcze podczas otwarcia sekretarz miasta Krakowa, Antoni Fryczek przekonywał, że budynek został tak zaprojektowany, że podczas pożaru powinien poradzić sobie sam. Instalacja jednak zawiodła, a strażacy nie mieli szans na szybką interwencję, ponieważ ich obecność w nowoczesnym budynku nie była przewidziana. Rodzi się pytanie, po co w supernowoczesnym miejscu alarm przeciwpożarowy, skoro straż i tak nie będzie mogła dostać się do środka. 

Wszystkie niejasności ma rozwiać krakowska prokuratura.  

Bilans zysków i strat 

Zanim powstał gmachu archiwum miejskiego, jego funkcję pełnił budynek przy ul. Dobrego Pasterza. Poszczególne jednostki miejskie przechowywały też dokumentację w swoich siedzibach. Decyzją prezydenta miasta, akta zostały przeniesione w jedno miejsce. Czemu miało to służyć? Jak podkreśla pracownik Archiwum Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie

“Scentralizowanie zbiorów jest dużym ułatwieniem. Pozwala na szybsze przeprowadzanie kwerend i udostępnianie materiałów użytkownikom zewnętrznym w krótszym czasie. Jest to również duże udogodnienie, jeśli chodzi o zachowanie jednakowych warunków przechowywania. Jednak takie zbiory muszą być właściwie zabezpieczone pod względem pożarowym i każdym innym, aby zminimalizować zagrożenia” 

Jacek Majchrowski podczas konferencji prasowej zapewniał, że po zakończonej akcji, będzie możliwe ponowne skatalogowanie akt, które być może ocalały. W tym celu będzie chciał powołać specjalną komisję, która zajmie się tą sprawą. Taka sytuacja może jednak w ogóle nie nastąpić, ponieważ konstrukcja obiektu aktualnie grozi zawaleniem. 

Tego już nie ma 

Jak poinformował nas Dariusz Nowak, kierownik biura prasowego Urzędu Miasta Krakowa (UMK), oszacowanie strat będzie możliwe, tylko jeśli biegli zdecydują jak bezpiecznie dostać się do resztek archiwaliów. Zapytany o to jak brak dokumentów wpłynie na funkcjonowanie mieszkańców, pociesza 

“Na szczęście w archiwum nie było akt z Urzędu Stanu Cywilnego, gdzie są przechowywane akty urodzeń, małżeństw czy zgonów, bo o te dokumenty najczęściej proszą krakowianie.”

Dariusz Nowak, kierownik biura prasowego Urzędu Miasta Krakowa

To co uległo zniszczeniu i jest ważne z punktu widzenia zwykłego obywatela, to dokumenty, dzięki którym można ustalić kwoty emerytury. W archiwum znajdowały się też akta personalne pracowników UMK oraz dokumenty potwierdzające otrzymanie pozwolenia na budowę. Dariusz Nowak podkreśla, że jeśli interesant zgłosi się o duplikat takiego dokumentu, może go nie otrzymać.  

Z informacji jakie uzyskaliśmy od Pani Joanny Dubiel z Wydziału Komunikacji Społecznej w Krakowie wynika, że pracownicy jednostek miejskich, które uległy likwidacji jak szkoły, przedszkola, domy dziecka, nie będą mogli uzyskać od urzędu zaświadczeń o zarobkach oraz okresie zatrudnienia. 

Prawdopodobnie całkowitemu zniszczeniu uległy księgi meldunkowe Krakowa z lat od 1930 r. do połowy lat 60-ątych. Miały dużą wartość historyczną. Były ważnym nośnikiem informacji, najbardziej przydatnym w pracy genealogów. W aktach tych zawarte są takie dane jak: nazwisko i imię, imiona rodziców, zawód i stanowisko, datę urodzenia, wyznanie (po 1945 r. nie wypełniano), przynależność państwową, stosunek do powszechnego obowiązku wojskowego, pochodzenie (skąd przybył), miejsce zamieszkania, pobyt czasowy, datę wyprowadzenia się, dokąd wymeldowany, pokwitowanie biura meldunkowego (data, podpis). 

Niestety, archiwa zakładowe w Polsce nie mają obowiązku digitalizacji danych.

Ku pokrzepieniu serc 

Prezydent Krakowa zapewnia mieszkańców, że dokumenty związane z bieżącymi inwestycjami są w pełni bezpieczne. Do archiwum trafiały wyłącznie akta wysłane tam dopiero po dwóch latach od zakończenia danej sprawy. Z kolei od Dariusza Nowaka usłyszeliśmy, że część dokumentów, będzie można z powodzeniem odtworzyć na podstawie korespondencji między różnymi instytucjami. 

Jedyną pozytywną zmianą jest fakt, że w związku z zaistniałą sytuacją straż pożarna przeprowadza teraz kontrole budynków przeznaczonych do magazynowania archiwaliów na terenie całej Małopolski. 

Przypomnijmy, że kilka miesięcy temu został oddany do użytku nowy gmach Archiwum Narodowego w Krakowie, gdzie będą przechowywane najcenniejsze archiwalia w Polsce. Trwa przenoszenia dokumentów. Oby nigdy nie podzieliło losu “oczka w głowie”, jakim miało być archiwum miejskie. Wszak koszt robót budowlanych wyniósł tu 86 mln zł i był finansowany z budżetu państwa. Kraków na swój przybytek wydał jedynie 16 mln zł. Dla porównania, jak podaje portal naszkrakow.pl, tylko 1 mln więcej kosztowała zaplanowana budowa wybiegu dla szympansów i makaków w krakowskim ZOO. 

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy