1 Maja a tęsknota za PRL

Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy, był jednym z najważniejszych świąt państwowych w okresie tzw. „komuny”. Pochody pierwszomajowe stały się symbolem Polski Ludowej. Dla jednych to symbol zniewolenia społeczeństwa, które przejawiało się w demonstracjach w ten dzień i okrzykach „1 Maja Święto ZOMO”. Dla innych wspomnienie związane z zabawą, radosnym świętem i kiermaszami na które „rzucili” produkty niedostępne na rynku.

Święto Pracy zostało ustanowione przez Drugą Międzynarodówkę w 1891 r., a w II Rzeczpospolitej obchody organizowane przez Polską Partię Socjalistyczną. W PRL stały się wyidealizowanym obrazem, rytuałem, swoistym karnawałem klasy pracującej, która legitymizowała system.

Oceny dorobku minionego okresu dokonywało już wielu. Czy jest tak jak sądziła Izabela Sierakowska, która mówiła, że „PRL był okresem bezprzykładnego rozwoju w całej historii Polski”, czy jak twierdził Józef Oleksy, że „nie wszystko było takie złe w socjalizmie”?

Okres PRL nie tylko nie skrócił dystansu dzielącego Polskę od krajów rozwiniętych, ale go powiększył. Satyryk Jacek Fedorowicz przyznaje rację Oleksemu – nie wszystko było złe, ale dodaje, że w tym samym czasie kraje nie dotknięte socjalizmem rozwijały się szybciej, bardziej i sensowniej.

Leszek Kołakowski trafnie spostrzegł: „postęp cywilizacyjny był mniejszy albo znacznie mniejszy, niż w krajach o porównywalnym poziomie cywilizacyjnym przed wojną i nie zaletom ustroju PRL-owskiego trzeba go przypisać, ale raczej za tego postępu powolność i za gigantyczne marnotrawstwo go potępiać”. 

Nostalgia rodaków

W kraju zauważalna jest tęsknota Polaków za czasami minionymi:

– poszukujemy kultowych produktów minionej epoki, takich jak: szampon zielone jabłuszko, proszek Ixi, motocykl Junak, płyn Ludwik, napój Polo Cockta.

– chętnie oglądamy niezapomniane seriale telewizyjne: „Stawka większa niż życie”, „Czterej pancerni i pies” czy „07 zgłoś się”,

– pojawiają się nowe kluby, które wystrojem i charakterem nawiązują do przeszłości, takie jak „Propaganda” w Krakowie, „PRL” we Wrocławiu, „PEWEX” W Rzeszowie. 


Niezawodny w takich okolicznościach scenarzysta serialu „Alternatywy 4”, Maciej Rybiński w felietonie „Pytel z odzysku”:

„Parę lat temu postulowałem utworzenie nowej dyscypliny naukowej – posterologii, zajmującej się przygotowywaniem materialnej bazy dla właściwej oceny naszych czasów przez przyszłe pokolenia. (…). Inicjatywę wzięła w swoje ręce „Trybuna” i wprawdzie nikogo nie zakopała, ale za to wykopała artefakt z późnego PRL, profesora Pawła Bożyka. Bożyk, doradca ekonomiczny Gierka, po otrzepaniu z kurzu (…) przypomniał, że w historii PRL były całe okresy, gdy braki towarowe nie były dokuczliwe i kartek nie było. (…) Dalej Bożyk zaświadczył, że kartki na żywność były przykładem ówczesnej sprawiedliwości, bo bez kartek towary kupowaliby tanio spekulanci i sprzedawali drogo. Kolejki po meble były spowodowane tym, że budowano za wiele mieszkań, a poza tym ludzi zdemoralizowały swobodne wyjazdy na Zachód i oglądanie tamtejszych mebli.

(…) Polska pod względem tempa rozwoju należała do czołówki światowej, kwitło życie towarzyskie, teatry i kina były pełne, a wszystkie dzieci jeździły na kolonie. Bułgarzy przyjeżdżali do Polski oglądać striptiz. Wybudowano Trasę Łazienkowską i drogę szybkiego ruchu do Katowic. Wszyscy mieli pracę i wszyscy mieli pieniądze. PRL to była kraina miodem płynąca, a kto ją upraszcza do prymitywnego obrazu pustych półek i prześladowań, ten prymityw. (…) A w ogóle, jak mówił towarzysz Gomułka, ekonomista równie tęgi jak Bożyk, gdybyśmy mieli mięso, moglibyśmy eksportować konserwy, ale nie mamy blachy. Teraz, kiedy wiemy już, jak fajnie było w PRL, można ekonomistę Bożyka z powrotem zakopać. Niech spoczywa w spokoju.”


Poglądy profesora można zakopać; można, a nawet trzeba, lecz pamiętajmy, iż prof. dr hab. Paweł Bożyk był rektorem Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie. Miejmy tylko nadzieję, że studenci nie mieli przyjemności uczęszczać na wykłady z Mikro i Makroekonomii Jego Magnificencji.

Zwycięstwo PRL?

Wielkie poruszenie i dyskusje wzbudził sondaż, w którym Edward Gierek został uznany za polityka, który zrobił najwięcej dla kraju po drugiej wojnie światowej. Badania wskazujące na tak duże zasługi Gierka nie powinny dziwić. Już wcześniejsze badania socjologiczne wskazywały, iż więcej Polaków akceptuje wprowadzenie stanu wojennego niż w roku 1982; gen. Jaruzelski jest uważany za bohatera i patriotę, a płk. Kukliński – za zdrajcę.

Norman Davies pisze: „W stosunku do «Solidarności» wyraźnie widać fenomen polskiego paradoksu – miłości i jednoczesnej nienawiści do narodowych bohaterów. Doświadczyli tego król Stanisław August, marszałek Piłsudski, generał Sikorski. Im wyżej ktoś wystawał ponad narodową przeciętność, z tym większą siłą starano się ściągnąć go na bruk. A czasami ideał sam sięgał bruku.”

Na pewno lepiej jest tęsknić niż „smakować”, a pośmiertny sukces minionego ustroju, nie byłby możliwy bez odejścia samego PRL-u. Gdyby nie nastąpiła zmiana systemu, nie wracalibyśmy pamięcią do tamtych czasów z taką nostalgią.  Czy przegraliśmy bitwę o pamięć? pojawiają się głosy o figlach, czy pułapkach pamięci, która jest z natury swej subiektywna. Mamy tendencję do wypierania z przeszłości fragmentów, które źle się nam kojarzą. Z badań OBOP-u wynika, że część rodaków tęskni za opiekuńczym państwem, obowiązkiem pracy, darmowymi wczasami i koloniami. Nie znaczy to jednak, że chcemy powrotu do pustych półek i kolejek. Z każdej epoki lubimy wybierać to co najlepsze.

Uwielbiamy jednak także ponarzekać na poprzedników. Ludwik Stomma zauważa: „okazuje się nagle jak mało, nikczemnie mało zmieniliśmy się. III Rzeczpospolita ma na wytłumaczenie swoich bolączek i skarłowaciałego poczucia obywatelskiego wytłumaczenie w postaci deprawującego dziedzictwa komunizmu. II Rzeczpospolita oskarżała o spuściznę zaborców”.

Osobliwość tęsknienia

Mamy niesłychane zamiłowanie do upiększania przeszłości. Ludzie nawet wtedy, gdy wracają pamięcią do okropności wojny, mawiają: „to były czasy!”.  Historyk, prof. Jerzy Eisler zauważa: „To nie jest nostalgia za Gierkiem, ani nawet za latami 70. Dziś ludzie mojego pokolenia, którym młodość wypadła w latach gierkowskich, są ministrami, profesorami, redaktorami naczelnymi i z rozrzewnieniem wspominają młodzieńcze popijawy, randki i zabawy. Pokolenie AK-owców też wspomina wojnę. Przecież nie dlatego, że tęsknią do nazizmu i okupacji, ale do czasów, kiedy to oni mogli wbiec na czwarte piętro bez zadyszki.”

W czasach „władzy ludowej” prawie wszyscy stwierdzali, że lepiej było przed wojną. Dziś niektórzy Polacy uważają, że jest gorzej niż za komunizmu, w myśl zasady „zawsze jest gorzej niż wczoraj”.

Dokonując konfrontacji obecnego systemu z poprzednim stwierdzamy, że mamy dwie niezadowolone Polski: tych, którzy mają subiektywnie gorzej niż przed laty i tych których standard życia jest niczego sobie, ale nie podoba im się, że ten system wymaga od nich większego nakładu pracy, zaradności i kreatywności.

Niespełnione i spełnione oczekiwania

Pozytywny obraz tego okresu mąci przekonanie samych robotników, którzy jak wynika z badań z roku 1979, narzekali na: kolejki, braki w dostawach surowców, narzędzi, energii, płace, zaopatrzenie bufetów, kiosków zakładowych, warunki pracy, jakość maszyn. Oczekiwano również na poprawę sytuacji mieszkaniowej i pakietu spraw socjalnych. I choć powszechnie się sądzi, że PRL była państwem opiekuńczym, to należy zwrócić uwagę na to, że wydatki socjalne na 1 mieszkańca w Polsce były najniższe w Europie.

Stwierdzić można, iż w świetle porównań międzynarodowych nie uprawniona jest teza o „nadopiekuńczym” charakterze państwa w PRL. Minione państwo socjalistyczne nie przeznaczało jednak na świadczenia społeczne większej części środków aniżeli rozwinięte państwa kapitalistyczne. Poseł i nauczyciel Andrzej Mańka w dyskusji pt.: „Tęsknoty za państwem opiekuńczym” stwierdził: „Opiekuńczość PRL-u kojarzy się z opiekuńczością klawisza w więzieniu, w którym wprawdzie więzień jest otoczony troską o opierunek, o wyżywienie, ale niestety musi się stosować ściśle do pewnego więziennego reżimu i do widzimisię klawisza. I otóż jakie są skutki takiej sytuacji? No to, że żeby takiego więźnia potem przywrócić do normalności, trzeba go resocjalizować. I wydaje mi się, że my jesteśmy… Polskie społeczeństwo jest w okresie takiej bolesnej resocjalizacji i musi ją po prostu przejść, wrócić do jakiejś normalności”.

Ten proces resocjalizacji nabiera jednak tempa, symbolicznie 1 Maja 2004 r. weszliśmy do Unii Europejskiej. Nie chcemy być gorszymi Europejczykami, choć nadrabianie zaległości np. w zarobkach nie przychodzi przecież od razu.


Źródło fot. Wikipedia – Pochód pierwszomajowy w Krakowie, 1936

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy